Nawigacja
 
Mówią upeerem!
Toczymy walkę o wolność nie na ulicach tylko w głowach. Przez lata nie mieliśmy zbyt wielu sprzymierzeńców. Wielokroć ludzie omamieni propagandą rządowo-medialną dziwili się, że nazywamy socjalizmem lub eurosocjalizmem to, co w III RP reklamowano jako kapitalizm. Dziś w dzienniku "Rzeczpospolita" można przeczytać w ramach głównego tekstu wydania choćby takie zdanie: (...) w całej socjalistycznej Europie jest obecnie trend zaciskania pętli wokół samozatrudnienia. - Wprowadzanie kar do przepisów spowoduje kolejną uznaniowość. Kto bowiem będzie decydował, czy ta mała jednoosobowa firma jest prawdziwa czy fałszywa? Najprawdopodobniej urzędnik.
To dobra wiadomość dla Polski i Polaków. Dobra też i dla nas - nasze argumenty zaczną być zrozumiałe gdyż znajdą się w powszechnym użyciu. Pozostaje wzmóc wysiłki by wygrać wolność.

UPR w ubiegłym tygodniu informowała o zdumiewającej wypowiedzi pana Lecha Kaczyńskiego, prezydenta RP:
http://www.upr.org.pl/main/artykul.php?strid=1&katid=75&aid=4689

Dziś o samozatrudnieniu napisał na pierwszej stronie dziennik "Rzeczpospolita". Cel rządu jest jeden - odebrać setkom tysięcy ludzi średnio kilkaset złotych miesięcznie.

W zeszłym tygodniu prezydent w rozmowie ze związkowcami z "Solidarności" mówił, że "samozatrudnienie bywa paranoją".

Część z około miliona małych jednoosobowych firm to rzeczywiście pozorowane umowy o pracę. Ale jak zaznaczają przedsiębiorcy, uciekano tak przed nadmiernymi obciążeniami. Obecnie od płacy wartości 5000 brutto trzeba zapłacić 2106 zł składek, podczas gdy od takiej samej umowy samozatrudnieniowej można tylko 771 zł.

http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/pierwsza_strona_070226/pierwsza_strona_a_1.html

Warto zapoznać się przy okazji z opiniami przedsiębiorców:
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070226/ekonomia/ekonomia_a_3.html

i przeczytać wywiad (przeprowadzony przez panie Elżbietę Glapiak i Aleksandrę Fandrejewską) z panem Romanem Kluską, który chciałby ustawy o swobodzie a nie ciemiężeniu przedsiębiorców:

(...)

Rz: Dlaczego nie zgodził się pan zostać ekonomicznym doradcą premiera?

Roman Kluska: Nie chcę stracić niezależnego spojrzenia. Nie chcę być częścią urzędniczej maszyny. I tak często czuję się jak ktoś, kto stoi na drodze pędzącej śnieżnej kuli.

I dlatego premier Kaczyński pana nazwiskiem nazwał pakiet ustaw, które mają ułatwiać prowadzenie biznesu w Polsce?

To jest pakiet problemów z mojego gospodarstwa, tak trzeba to rozumieć. Był tylko jeden moment, prawie dwadzieścia lat temu, gdy naprawdę nikt nie przeszkadzał przedsiębiorcom. Mam na myśli rządy Mieczysława Rakowskiego, kiedy ówczesny minister przemysłu Mieczysław Wilczek przeforsował ustawę dającą autentyczną swobodę w prowadzeniu działalności gospodarczej. Później minister Leszek Balcerowicz, wprowadzając proste przepisy podatkowe, dał jeszcze oddech przedsiębiorcom. Ale już od czasu pierwszego rządu Leszka Millera rozpoczęło się odtwarzanie aktów prawnych, które zlikwidował Wilczek. Nastąpił proces coraz większego zagęszczenia ograniczeń, który trwa nieprzerwanie do dzisiaj.

W majestacie wolnego rynku tworzono coraz bardziej restrykcyjne prawo. Wprowadzano pajęczynę przepisów, zezwoleń, koncesji, które miały jedno zadanie - służyć potędze urzędnika. Społeczeństwo w tym gąszczu jest bezbronne, akceptuje, bo musi, tworzenie kolejnych ustaw. Jeżeli ma miejsce wypadek i samochód spada na wyciąg, urzędnicy natychmiast wymyślają ustawę mówiącą o tym, jak samochody mają stać koło stoku. Nikt się nie zastanawia, czy to wszystko ma sens. Właśnie dziś mój kierowca usłyszał w radiu, że pojawił się pomysł, by rzemieślnicy, którzy nie skończyli 50 lat, zdawali egzamin ze znajomości zawodu. Jaki to ma sens?

W całej masie najróżniejszych regulacji zwykły obywatel jest bez szans. Gdy rozpoczyna działalność gospodarczą, nie stać go na zatrudnienie bardzo dobrych prawników, którzy powiedzą mu, co wolno, a czego nie, którzy wytyczą drogę przez gąszcz przepisów, aby mógł zgodnie z prawem, normalnie działać. System bardzo skomplikowanego prawa ograniczył konkurencję. Mały jest prawie bez szans, żeby stać się średnim. Średni, żeby stać się dużym. Wobec tego tym dużym jest w tej chwili bardzo dobrze w Polsce. Bez silnej konkurencji mniejszych firm depczących po piętach, bez prawdziwego wolnego rynku. Żyć, nie umierać.

Z tego, co pan mówi, wynika, że całe prawo w Polsce jest do wymiany.

Prawie całe. Zawsze gdy robiono rzecz dobrą, przy okazji wymyślano jeszcze pięć złych. Na przykład: możliwość prowadzenia indywidualnej działalności gospodarczej opodatkowanej liniowo na 19 proc. jest na pewno rzeczą dobrą. Ale ten sam rząd wymyślił jeszcze co najmniej kilkaset rzeczy tragicznych, na przykład zwiększył liczbę koncesji i zezwoleń.

Proponuje więc pan ustawę podobną do ustawy Wilczka, która przetnie wszystko?

Dopóki w Polsce nie będzie tak ogromnego zagrożenia jak wtedy, pod koniec realnego socjalizmu, taka ustawa nie przejdzie. Może przejść tylko wtedy, kiedy władza będzie w panice i powie takiemu następcy Wilczka: rób co chcesz, ale uspokój społeczeństwo.

Pana partnerami w ograniczaniu barier i porządkowaniu prawa są premier i rząd, czyli urzędnicy.

Tak, ale nie tylko. Trzeba zmobilizować tych, których nazywam patriotami, bo umieją postawić interes wspólny ponad własnym. Potrzebujemy patriotów, ludzi, którzy umieją patrzeć ponad interesem własnym, człowieka, przedsiębiorcy, urzędnika. Dla mnie pierwszą iskierką zmian będzie zmiana świadomości, także mediów.

O kim pan mówi?

Na przykład o organizacjach przedsiębiorców. Takich prawdziwych, co własnymi rękami od początku do końca osiągnęli swoją tożsamość.

Mówi pan o organizacjach branżowych?

I branżowych, i terytorialnych. Podam przykład Dolnego Śląska, gdzie te organizacje działają bardzo prężnie. Nie mają wyjścia. Z jednej strony jest tam ostra konkurencja, z drugiej zagraża im inwazja czeskich i niemieckich firm. Dzięki temu tamtejsi przedsiębiorcy świetnie się zorganizowali, zmienił się też ich sposób patrzenia na wiele spraw. Nie biorą pod uwagę wyłącznie swojego interesu. Częściej patrzą przez pryzmat całego społeczeństwa i kraju. Wiedzą, że tylko jako grupa coś osiągną.

Po to, by - jak pan mówi - rozwiązać "problemy pana gospodarstwa", premier powołał specjalny zespół. Kto go tworzy?

Trudno powiedzieć, czy to jest mój zespół. To zespół ludzi, którzy się rozumieją. Kieruje nim Michał Krupiński z Ministerstwa Skarbu. Pozostałych nazwisk nie podam, by nie wystawić ich na natychmiastowy strzał. Minister Krupiński może korzystać, za przyzwoleniem premiera, z istniejących zespołów prawników i ekspertów. Musimy jednak zdać sobie sprawę, że zadanie, jakie ma wykonać ten zespół, narusza interesy tych, którym jest dobrze. Przede wszystkim musimy wyhamować proces powstawania złego prawa.

Co zespół zamierza przygotować w najbliższym czasie?

W najbliższych tygodniach będziemy mieli albo zwycięstwo maszyny, albo pierwszą iskierkę czy pierwszą jaskółkę zmian. Zespół pracuje nad kilkoma rozwiązaniami, bo nie wiadomo, jak silny będzie opór na każdym z tych kierunków.

Co dla pana jest najważniejsze przy niwelowaniu barier?

Najważniejsze jest skrócenie procedury uzyskiwania zezwoleń na inwestycje - od maleńkiej chatki, altanki, stawku na rybki do wielkiej fabryki. Każda inwestycja ma charakter mnożnikowy. Druga sprawa to ułatwienia dla tych maleńkich, którzy dopiero startują, by mogli jak najprościej zarejestrować firmę. Moim zdaniem powstające małe firmy nie powinny podlegać takim samym rygorom jak wielkie. W pierwszym okresie działania najlepszym rozwiązaniem byłby stosunkowo niski ryczałt zawierający wszystkie obciążenia. Dzisiaj jednym z największych problemów w Polsce jest to, że startujący przedsiębiorca ma prawie te same obowiązki jak wielka firma. Przecież to nieporozumienie! Trzecia sprawa polega na wprowadzeniu jednoznaczności prawa, czyli ograniczeniu niepewności i zagrożenia tych, którzy prowadzą działalność gospodarczą. Prawo jest tak nieprecyzyjne i nakłada tak wielkie restrykcje, że w jego majestacie można zlikwidować każdego. Ponieważ prawo jest skomplikowane i niejednoznaczne, da się nim manipulować. Musimy stworzyć jednoznaczne prawo. Przedsiębiorca ma rozwijać firmę i najwyżej 5 proc. czasu poświęcać na zapoznawanie się z prawem, a nie 95 proc.! Przedsiębiorcom również przeszkadza zły system podatkowy.

W jaki sposób powinien się zmienić, by było im łatwiej?

Na przykład cały podatek dochodowy oparty jest na bardzo nieprecyzyjnym pojęciu - koszty uzyskania przychodu. Co to znaczy? Im więcej kosztów mają firmy, tym są mniej efektywne, gorzej zarządzane i w efekcie płacą mniejszy podatek. Dostają więc premię! Wszyscy na świecie wiedzą, że to nonsens. Istnieją rozwiązania tego problemu, ale moim zdaniem wciąż nieoptymalne, dlatego nad nimi pracujemy. Węgrzy obniżyli podatek dla małych firm i zastąpili go podatkiem od sprzedaży, tylko że ustalili go na wysokim poziomie. Przeprowadźmy prostą operację matematyczną. Do licznika wrzućmy całość przychodów państwa z tytułu CIT, do mianownika całą wartość sprzedaży gospodarki uzyskanej zależnie od roku. Wyjdzie nam ok. 0,8. Oznacza to, że cała gospodarka jest opodatkowana stawką 0,8 proc. A gdybyśmy całkowicie zlikwidowali CIT, a w to miejsce wprowadzili 1 proc. podatku od wartości sprzedaży? Ile patologii się momentalnie zlikwiduje! Skończy się kombinacja z kosztami, z uzyskaniem przychodu. Kraj, który to zrobi, posunie się o lata świetlne do przodu.

Jak pan przekona premiera, żeby to zrobił?

Pana premiera nie trzeba przekonywać, o­n zdaje sobie sprawę z korzyści, jakie można w ten sposób uzyskać.

Jeśli ciągłe pisanie nowych ustaw jest złe, to wstrzymanie prac nad ustawami gospodarczymi jest dobre?

Powiem coś, co być może uznacie za herezję. Popatrzcie - cały ubiegły rok rząd miał wewnętrzne kłopoty, najpierw ze stworzeniem koalicji rządowej, potem z tarciami wewnątrz koalicji. Gospodarka miała rok oddechu od kolejnych ograniczeń. Popatrzcie tylko, jakie dobre są tego konsekwencje! Gospodarka momentalnie zareagowała i odżyła.

Niekiedy ustawy są potrzebne, choćby po to, by wprowadzić możliwość zawieszania działalności gospodarczej, ograniczyć koncesje, uprawnienia kontrolerów...

(...)

Całość:
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070226/ekonomia/ekonomia_a_4.html


Artykuł pochodzi z portalu Unii Polityki Realnej - http://www.upr.org.pl/main/artykul.php?strid=1&katid=156&aid=4716
Wykorzystany za zgodą Autora. Dziękujemy.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?