Nawigacja
 
Modlitwy o tanie paliwo


W ciągu ostatnich kilku lat mieliśmy okazję przeżyć gwałtowny wzrost cen benzyny na polskim rynku. Polacy – jak to Polacy – pomarudzą trochę, popsioczą na rząd, zainstalują sobie w autach instalację gazową, po czym (niestety!) przyzwyczają się do nowej sytuacji uznając, że podwyżki cen są nieodłącznym elementem rzeczywistości. I w kolejnych wyborach jak zwykle poprą tych, którzy systematycznie fundują im wzrost cen podstawowych artykułów…

Nieco więcej fantazji mają Amerykanie. Jak donosi „Der Spiegel” w Ameryce powstała sekta religijna, której członkowie modlą się na stacjach benzynowych o tańsze ceny paliw. Lider sekty o jakże religijnej nazwie „Modlitwa przy dystrybutorze” zdołał zgromadzić ostatnio grupę 200 osób na niedzielnej modlitwie w San Francisco. Myślą przewodnią organizowanych akcji była „interwencja w życie tych samolubnych i chciwych ludzi, którzy pozwalają na tak wysokie ceny paliwa”. Z uwagi na fakt, że cena benzyny zależy głównie od humoru arabskich szejków oraz rządu ustalającego wysokość podatków, można mniemać, że modły o boską interwencję dotyczą właśnie owych dwóch grup osób.

Zważywszy, że arabscy szejkowie są raczej pod jurysdykcją Allacha, zajmijmy się chwilowo rządem i jego wpływem na to, jakie cyferki wyświetlają się na cyferblacie dystrybutora paliwa. Jak Państwo sądzą – jaka wysokość cen benzyny sprawiła, że Amerykanie – zamiast zorganizować standardowe demonstracje względem uliczne rozróby – poczuli się tak bezsilni w apelowaniu do rozsądku władz ziemskich, że zdecydowali się poprosić o boską interwencję?

Otóż w ciągu ostatnich dni ceny benzyny wzrosły do prawie 4 dolarów za galon, co – zważywszy, że galon to prawie 4 litry – oznacza 1 dolara za 1 litr benzyny. Czyli w przeliczeniu na naszą rodzimą walutę - około 2,20 złotych za litr. Dramatycznie wysoko, prawda? Ale ta cena jest nieporównywalna z polskimi realiami! Trzeba bowiem wziąć pod uwagę, że w USA produkt krajowy brutto na 1 mieszkańca jest trzykrotnie wyższy niż w Polsce. Biorąc wiec pod uwagę zróżnicowany poziom dobrobytu w obu krajach oznaczałoby to, że ruch „Modlitwa przy dystrybutorze”, gdyby działał w Polsce, powinien uaktywnić się przy cenie benzyny na poziomie około 70 groszy za litr…

Czemu więc Polacy siedzą cicho i nie protestują? Wszak jako naród bardziej religijny od Amerykanów powinniśmy już dawno wpaść na pomysł zaapelowania do sił niebiańskich o natchnięcie osób odpowiedzialnych za wysokość akcyzy łaską mądrości, żeby zaniechały dalszego sabotowania polskiej gospodarki. Wydaje mi się, że podstawowym problemem jest nasza psychika - ukształtowana przez system non-stop wpajający nam do głów (według szkoły Goebbelsa), że rząd wie wszystko najlepiej i to, co robi, jest wyłącznie dla naszego dobra. Nasza niewolnicza mentalność sprawia, że nie dostrzegamy widocznych gołym okiem mechanizmów, za pomocą których kolejne rządy pozbawiają nas owoców naszej ciężkiej pracy.

Podczas kampanii w ostatnich wyborach parlamentarnych miałem okazję zamienić kilka słów z „reprezentatywnymi wyborcami”, którzy nie mieli nic przeciwko podwyżkom cen benzyny, bo „niech ci burżuje rozbijający się samochodami płacą więcej jak ich stać”. Spośród kilkunastu rozmówców nikomu nie przyszła do głowy zależność między ceną benzyny a np. kosztami transportu czy wytwarzania dokładnie wszystkich dóbr. Nie dostrzegali oni faktu, że droga benzyna wpływa na cenę chleba w osiedlowym sklepie, biletu miesięcznego czy wysokość rachunku za prąd. Jak więc wymagać od nich umiejętności zrozumienia bardziej skomplikowanych mechanizmów ekonomicznych? Czasami chyba faktycznie pozostaje tylko modlitwa…

Dariusz Wieczorek
autor jest Prezesem Okręgu Mazowieckiego UPR
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 0% [0 głosów]
Bardzo dobre Bardzo dobre 25% [1 głos]
Dobre Dobre 75% [3 głosy]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]