Nawigacja
 
O ochronie miejsc pracy

Z niepokojem przeczytałem dzisiaj w gazecie, że związkowcy zamierzają prosić premiera o ratowanie miejsc pracy w dwóch stoczniach, które miały zostać sprywatyzowane, ale potencjalny nabywca wycofał swoją ofertę stwierdzając, że inwestycje te prawdopodobnie będą nieopłacalne. Temat ten skłania do nieco bardziej ogólnych przemyśleń na temat sensu (lub raczej jego braku) chronienia miejsc pracy.

Rozważmy następującą kwestię: jestem właścicielem piekarni i zatrudniam 10 pracowników. Produkowane przeze mnie pieczywo kosztuje 2 złote za bochenek, a moimi nabywcami jest 20.000 klientów, kupujących średnio 20 chlebów miesięcznie. Załóżmy, że połowę moich kosztów stanowią koszty ogólne (utrzymanie lokalu, surowce do produkcji itd.), a druga połowa to koszty związane z utrzymywaniem pracowników. Jeżeli wszyscy pracownicy zarabiają tyle samo, oznacza to, że każdy z nich stanowi 5% kosztów ceny produkcji jednego bochenka. Pewnego dnia znalazłem sposób na usprawnienie produkcji i okazało się, że jestem w stanie utrzymać poziom produkcji przy zatrudnieniu 9 osób. Zwalniam zatem jednego pracownika (tego najmniej efektywnego). Co się dzieje dalej?

Okazuje się, że jestem w stanie obniżyć cenę chleba do 1,90 zł, zachować całą nadwyżkę dla siebie, ewentualnie wybrać jakiś wariant pośredni. Załóżmy, że wybrałem pierwszą opcję i obniżyłem maksymalnie cenę bochenka. Tym samym więc moich 20.000 klientów oszczędzi w skali miesiąca 2 złote. Efektem pierwszym jest zatem wzrost zamożności społeczeństwa. Efektem drugim jest wygenerowanie dodatkowego popytu, bowiem te 20.000 osób za zaoszczędzone 2 złote postanowi kupić sobie np. puszkę piwa z lokalnego browaru. Efektem trzecim będzie stworzenie dodatkowego miejsca pracy w browarze, który musi przecież wyprodukować 20.000 puszek piwa więcej i przetransportować je do sklepów. I właśnie w tym browarze znajdzie zatrudnienie pracownik, którego przed chwilą zwolniłem…

Zatem, jak widać, liczba miejsc pracy pozostała taka sama, a jedyne co się zmieniło to wzrost dobrobytu osób, które kupują ode mnie pieczywo. Konkluzja ta nie powinna nikogo dziwić – w końcu skoro jakieś dobro stało się tańsze, to w oczywisty sposób jego nabywcy zaoszczędziwszy część pieniędzy stają się realnie bogatsi.

Tak na marginesie: gdybym postąpił jak krwiożerczy kapitalista rodem z bajek opowiadanych przez socjalistów i zagarnął cały dodatkowy zysk (40.000 złotych!) dla siebie, to oprócz rozmaitych wydatków zwiększających zysk różnych firm, zatrudniłbym gosposię i ogrodnika stwarzając dwa dodatkowe miejsca pracy w zamian za jedno zlikwidowane. Tak to już bowiem jest, że wraz ze wzrostem zamożności, wytwarzamy popyt na coraz bardziej pracochłonne usługi. Nie wiem czy Państwo zauważyli, ale jest to kolejny argument przeciwko progresywnemu podatkowi dochodowemu…

W całym moim rozumowaniu jest jednak jeden szkopuł: widać wyraźnie, że zlikwidowałem miejsce pracy, natomiast nie widać, że nowy etat w browarze powstał właśnie dzięki mnie. To jest właśnie powód, dla którego rząd „chroni” miejsca pracy zamiast wspierać rozwój gospodarczy i zwiększać zamożność społeczeństwa właśnie poprzez likwidację zbędnych etatów. Tym samym zaś kreuje spiralę zdarzeń przeciwstawnych do opisanej wcześniej – jeśli rząd kazałby mi zatrudnić jedenastego pracownika, to oczywiście podniósłbym cenę bochenka do 2,10 zł, każdy z moich klientów kupiłby jedno piwo mniej, browar zaś zredukowałby zatrudnienie o jeden etat… Jedynym efektem tego działania byłoby więc zubożenie 20.000 osób, których realny dochód spadł o 2 złote miesięcznie. No ale czymże jest spadek zamożności społeczeństwa wobec iluś tam głosów wyborców wdzięcznych za ochronę miejsc pracy…

Nauczymy się więc podstawowych mechanizmów funkcjonujących w gospodarce – jedyną szansą, żeby rząd faktycznie dbał o dobrobyt ludzi jest odpowiedni poziom wiedzy ekonomicznej. Inaczej – jak to w demokracji… - opłacać się będą demagogiczne działania, które miło brzmią dla ucha, ale skutki mają dokładnie przeciwne do obiecywanych.

Autor jest Prezesem Okręgu Mazowieckiego UPR
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?