Nawigacja
 
O Funduszu Rezerwy Demograficznej

Kilka lat temu ustawodawca dostrzegł problem związany z powojennym wyżem demograficznym i postanowił stworzyć Fundusz Rezerwy Demograficznej. Gromadzić miał on środki na wypłatę emerytur w latach, w których wydatki na ten cel będą kształtowały się powyżej długoterminowej średniej. Przez kilka lat funkcjonowania fundusz uzbierał kwotę w wysokości zaledwie 1,5 miliarda złotych, co sprawiło, że „fachowcy” z rządu Donalda Tuska postanowili zająć się tą sprawą. A uczynili to tak:

Po pierwsze – ustalono, że na fundusz będzie przekazywane 40% wpływów z prywatyzacji. W ten sposób w ciągu najbliższych 4 lat powinien o¬n zostać zasilony kwota 12 miliardów złotych. Po drugie – ustalono, że fundusz powinien pomnażać wpłacone środki i inwestować je w bony skarbowe. Wszystko na pierwszy rzut oka wygląda całkiem rozsądnie, ale przyjrzyjmy się temu bliżej.

Zadajmy sobie na początek podstawowe pytanie: po co właściwie powstał ten fundusz? Przecież skoro przeżywamy różne fazy cykli demograficznych, jest czymś zupełnie normalnym, że przez pewien okres czasu emerytury są pobierane przez większe grono osób, podczas gdy płatników składek jest mniej, a potem proporcje te się odwracają. A skoro tak, to w okresie zwiększonych wydatków można emitować obligacje wykupywane, gdy koszty wypłat emerytur się obniżą. Tutaj jednak chodziło o to, aby mieć kontrolę nad skalą zadłużenia się budżetu centralnego i dlatego właśnie w funduszu miała być gotówka, a nie obligacje. Teraz jednak za ową gotówkę zostaną nabyte papiery skarbowe, czyli w zasadzie fundusz straci sens istnienia. Bo czym się różni zakup obligacji państwowych przez fundusz i ich dalsza sprzedaż w sytuacji wyżu demograficznego od emisji tych papierów bezpośrednio przez Skarb Państwa? Dokładnie niczym, poza zbędnym pośrednikiem w tej transakcji! Formalnie jednak zamiast zostać zlikwidowany, fundusz pozostaje dalej tworem na papierze – najwidoczniej zatrudnia on jakichś „doradców” czy „konsultantów”, którzy mogliby utracić swoje dochody z „zarządzania środkami”. Ale to jeszcze małe piwo!

Pan minister Aleksander Grad wypowiadając się na temat funduszu raczył stwierdzić, że nabycie papierów skarbowych jest inwestowaniem i pomnażaniem środków! A wszak jest to tylko księgowy zapis między dwiema pozycjami w budżecie państwa. Rozumując w ten sam sposób, jeśli chcielibyśmy zarobić 100% w skali roku, to powinniśmy wyemitować obligacje oprocentowane w tej wysokości i sami je od siebie kupić. Czysty zysk, prawda?... Chciałbym również zwrócić uwagę, że jeżeliby te środki zostały złożone w banku (ale w jakimś komercyjnym, a nie, broń Boże, w NBP…) to wtedy budżet uzyskałby dodatkowe wpływy od zewnętrznego podmiotu i można byłoby mówić o jakimś zarobku. A tak państwo samo sobie zapłaci odsetki od swoich własnych obligacji. Oczywiście pomniejszone o koszty emisji obligacji, obsługi funduszu i zatrudnienia różnych rozmaitych „specjalistów” i „fachowców” od zarządzania finansami.

I tak właśnie wygląda usprawnienie finansów publicznych a la PO. Trzeba przyznać, że faktycznie tam się cuda dzieją…

Autor jest Prezesem Okręgu Mazowieckiego UPR
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?