Nawigacja
 
O eksmisji i wrażliwości społecznej

Wczoraj na Onecie poruszony został temat eksmisji – tym razem dotyczyła ona matki samotnie wychowującej dzieci. Jak zwykle przy takich okazjach pojawiły się liczne głosy wrażliwych społecznie osób, które odsądzały od czci i wiary właściciela mieszkania oraz broniły eksmitowanej lokatorki, która „nie ze swojej winy” popadła w problemy finansowe. Tematy winy i wrażliwości społecznej są na tyle ciekawe, że postanowiłem je nieco rozwinąć na przykładzie eksmisji właśnie.

Załóżmy, że mamy do czynienia z sytuacją, w którym małżeństwo z dwójką dzieci wynajmuje mieszkanie, następnie zaś w nieszczęśliwym wypadku ginie mąż, zaś żona, pozbawiona środków finansowych do tej pory dostarczanych przez męża, pozostaje sama z małymi dziećmi. Śmierć męża została spowodowana przez czynnik losowy, zatem ciężko jest przypisywać komukolwiek winę za wypadek. Jednak w sytuacji, w której rodzina ma tylko jednego żywiciela, można było się przed tym zabezpieczyć wykupując polisę na życie. Małżeństwo to więc dopuściło się pewnego rodzaju zaniedbania nie analizując wpływu ryzyka śmierci męża na dobrobyt rodziny, ewentualnie na to ryzyko się godząc. W obu przypadkach więc można mówić o jakiejś tam winie, co prawda spowodowanej zaniechaniem.

Uprzedzając z góry argument społecznych wrażliwców: to nieprawda, że ubezpieczenia na życie są drogie. Miesięczny koszt przy sumie ubezpieczenia 100.000 zł wynosi około 80 zł, a w sytuacji gdy los całej rodziny uzależniony jest od jednej osoby, taka polisa staje się wręcz dobrem pierwszej potrzeby. Jeśli z otrzymanej kwoty matka wypłacałaby co miesiąc kwotę 1000 zł na czynsz i opłaty, oznaczałoby to, że byłoby ją stać na wynajem mieszkania przez ponad osiem lat, a uwzględniając odsetki – przez ponad jedenaście. Czyli w sam raz do momentu, w którym dzieci osiągnęłyby pełnoletność i mogłyby wspomóc matkę w pokrywaniu bieżących kosztów utrzymania rodziny.

Co zaś z właścicielem mieszkania? Przeciętnemu człowiekowi z reguły kojarzy się on z bogatą osobą domagającą się płacenia czynszu pomimo trudnej sytuacji finansowej lokatorów. Tak naprawdę jednak wcale tak nie jest. Właścicielami bardzo często są małżeństwa w średnim wieku, które otrzymały drugie mieszkanie w spadku lub osoby, które na bazie ubiegłorocznego wzrostu cen nieruchomości postanowiły wziąć kredyt i przeznaczyć zakupiony lokal na wynajem na zasadzie „niech czynsz pokrywa ratę kredytu, a za jakiś czas sprzedam mieszkanie i na tym zarobię”. Ciekaw jestem czy wrażliwe społecznie osoby broniące samotnej matki z dziećmi i pomstujące na właściciela lokalu pomyślały o tym, że:
• nie otrzymuje on czesnego, pomimo, że lokatorzy korzystają z jego własności, co może w istotnym stopniu wpływać na jego sytuację materialną
• lokatorzy nie dokonują również płatności na rzecz spółdzielni mieszkaniowej – kwota ta (wraz z odsetkami) obciąża lokal i o nią będzie pomniejszona cena mieszkania przy jego dalszej odsprzedaży
• jeśli właściciel zakupił mieszkanie korzystając z kredytu, musi ten kredyt spłacać bez względu na to czy lokatorzy płacą czynsz czy nie.

W sytuacji, w której „sprawiedliwie społeczne” osoby pozwoliłyby przebywać w mieszkaniu rodzinie do osiągnięcia pełnoletności przez dzieci (załóżmy okres 10 lat, czynsz z opłatami 1000 zł miesięcznie, a ratę kredytu 500 zł), oznaczałoby to dla właściciela kwotę 180.000 zł straty, a z uwzględnieniem odsetek, które będzie on musiał płacić, wyjdzie kwota zdecydowanie większa. A czy właściciel mieszkania jest choćby w najmniejszym stopniu winny zaistniałej sytuacji? On jedyny akurat nie…

Gdyby społeczni wrażliwcy zorganizowali zbiórkę pieniędzy umożliwiając samotnej matce uregulować zaległy czynsz lub np. pomogli jej w zalezieniu dobrze płatnej pracy, można by ich było uznać za szlachetne jednostki. Niestety lewicowa mentalność takich osób sprawia, że ich „pomoc” da się sprowadzić do zasady „ja jestem wrażliwy społecznie, ale zapłacisz za to ty”. Popatrzmy chociaż na Piotra Ikonowicza, który swojego czasu zasłynął z uniemożliwiania komornikom przeprowadzania zgodnych z prawem eksmisji, a jednocześnie jakoś nie apelował do ludzi dobrej woli o pomoc eksmitowanym w spłacie zobowiązań.

Pamiętajmy o jednym: jeśli pomagamy biednym z własnych środków, to jesteśmy szlachetnymi ludźmi. Jeśli zaś zmuszamy innych, by przeznaczali swoje środki na pomoc biednym, to nie tylko nie jesteśmy szlachetni, ale wręcz ciężko nazwać nas inaczej jak tylko złodziejami.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 0% [0 głosów]
Bardzo dobre Bardzo dobre 75% [3 głosy]
Dobre Dobre 25% [1 głos]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]