Nawigacja
 
Energooszczędne żarówki
Doniesienia prasowe ostatnich dni pokazały, że biurokraci z Brukseli wzięli się dziarsko do pracy i skoncentrowali na zagadnieniu, którego waga jest charakterystyczna dla zajęć, którymi zajmuje się trzy czwarte instytucji unijnych. Tym razem kwestia dotyczy arcyważnej kwestii żarówek. Brukselskim darmozjadom nie podobają się już bowiem tradycyjnej żarówki, w związku z tym - rozpoczynają krucjatę na rzecz powszechnego wprowadzenia energooszczędnych. Oczywiście - z jednoczesnym wycofaniem ze sprzedaży starych modeli.

Tak więc, urzędnik po raz kolejny „wie lepiej” od konsumenta, które żarówki kupować i „dla dobra ogółu” zamierza narzucić wszystkim jedyną słuszną energooszczędną i proekologiczną wizję całego świata, a przynajmniej jego zaściankowej części zwanej dumnie zjednoczoną Europą. Uznaję całkowicie argument o słuszności oszczędzania energii, jak również o plusach płynących z mniejszej ilości zanieczyszczeń wydobywających się z fabrycznych kominów, jednak stanowczo sprzeciwiam się temu, aby urzędnik decydował o tym, co wolno mi kupić, a czego nie.

Główny argument przemawiający za powszechną korzyścią dla konsumentów z tytułu wycofania z obiegu tradycyjnych żarówek brzmi: „energooszczędne żarówki pozwalają zmniejszyć koszty oświetlenia o 80%”. I faktycznie – jest to konkretna i bardzo wymierna oszczędność. Jednak trzeba byłoby w tych kalkulacjach oszacować również różnicę między kosztem zakupu tradycyjnej i energooszczędnej żarówki, uwzględnić przeciętny okres ich użytkowania osobno dla obu modeli i wtedy dopiero można byłoby wyliczyć na ile opłacalny jest to interes.

Ale załóżmy nawet, że jest to korzystne i każdemu z nas kalkulować się będzie wymiana żarówek na energooszczędne. W takim razie po co wprowadzać w tym celu odgórne rozporządzenie brukselskiej biurokracji, skoro wystarczyłoby gdyby czołowi producenci sprzętu oświetleniowego przeprowadzili kampanię reklamową i przedstawili konsumentom możliwe oszczędności? Chyba każdy lubi zaoszczędzić trochę gotówki, zwłaszcza, kiedy nie wymaga to żadnego wysiłku? Z kolei każdy producent chciałby być uznawany za twórcę „żarówek nowej generacji” i wykroić z rynku jak największy kawał tortu dla siebie zanim zrobi to konkurencja. Pamiętajmy też, że w każdym normalnym kraju producent wygrałby w sądzie spore odszkodowanie, gdyby urzędnik zakazał mu produkcji jakiegoś towaru z powodu swojego „widzi mi się” i zmusił do poniesienia kosztów związanych z przestawieniem linii produkcyjnych na wyrób innego asortymentu.

Po co zatem instytucja unijna, która coś narzuca, czegoś zakazuje w dodatku narażając się (czytaj: podatników) na procesy sądowe wytoczone przez przedsiębiorców? Możliwości są dwie: albo brukselscy biurokraci mają potrzebę uzasadnienia sensu istnienia „urzędu ds. żarówek” i chcą pokazać światu swoją wytężoną pracę, albo ten interes z wymianą oświetlenia wcale nie jest tak opłacalny, jak to przedstawiają urzędnicy. I w tym ostatnim przypadku można by zadać pytanie identyczne jak np. w temacie „dobrodziejstw” związanych z przymusowymi ubezpieczeniami społecznymi: jeśli to jest takie korzystne dla konsumenta, to czemu to jest obowiązkowe?


Artykuł pochodzi z portalu Unii Polityki Realnej -
http://www.upr.org.pl/main/artykul.php?strid=1&katid=76&aid=4725
Wykorzystany za zgodą Autora. Dziękujemy.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?