Nawigacja
 
O prostytucji słów kilka
W ostatnich dniach temat seks-afery w polskiej polityce nieco przycichł, jednak zażartość, z jaką były toczone dyskusje, rozdmuchiwanie tematu przez prasę i wypieki ludzi pochłaniających z zainteresowaniem doniesienia prasowe dobitnie pokazały, że generalnie mamy pewien niedosyt tematów związanych z seksem. Postanowiłem zatem dostosować się do zapotrzebowania społecznego i napisać kilka słów na ten tak modny temat.

Pretekstem do rozważań był pomysł władz miasta Kolonii, dotyczący tamtejszych prostytutek - uchwałą rady miasta wprowadzona została możliwość legalnego uprawiania prostytucji po uiszczeniu podatku w wysokości 6 Euro dziennie.

Kolonia stała się, jednym z nielicznych miast, które zdecydowały się zasilić budżet miasta wpływami z prostytucji (do tej pory przychody z tego tytułu osiągnęły kwotę prawie miliona Euro). Ponieważ w Polsce, swojego czasu, również odbywały się dyskusje na temat legalizacji prostytucji, zakończone co prawda decyzją na „nie”, skłoniło mnie to do wzięcia udziału w dyskusji czy państwo powinno legalizować prostytucję.

Jak wiadomo prostytucja bywa określana mianem najstarszego zawodu świata. O­na zawsze istniała, istnieje i istnieć będzie i żadne „naloty” na agencje towarzyskie, które miały miejsce ostatnio w Warszawie, nie wyeliminują tego zjawiska. Stąd też sprzeciwy w kwestii legalizacji prostytucji uważam za chowanie głowy w piasek i udawanie, że - jeśli coś nie istnieje formalnie - na papierze, to tego nie ma.

Ciekawy jest fakt, że spora część prostytutek popierała pomysł legalizacji ich zawodu pomimo faktu, że wiązałoby się to z koniecznością rejestracji działalności, odprowadzania podatków i opłacania składek na ubezpieczenia społeczne. O­ne jednak, chciały prowadzić legalną działalność i płacić podatki! Tak więc parlamentarzyści słynący z drenaży kieszeni podatników i aktywnego poszukiwania źródeł budżetowych dochodów, tym razem zrezygnowali z wielomilionowych wpływów. Główny argument dał się sprowadzić do stwierdzenia, że „państwo nie może być sutenerem”, zatem – jak widać - chodziło o względy etyczne. Oczywiście pomysł był najgłośniej krytykowany przez partie głoszące w swoich programach hasła odwołujące się do chrześcijaństwa.

Chciałbym zwrócić uwagę na kilka rzeczy:

Po pierwsze – państwo deklarujące chęć walki z szarą strefą, same zmusiło kilkudziesięciotysięczną grupę podatników do prowadzenia nie zalegalizowanej działalności. Była to decyzja niekonsekwentna i w pewnym sensie „niepedagogiczna” – parlamentarzyści obdarzyli pewną grupę podatników przywilejem pracy w szarej strefie, pomimo podejmowanych działań ograniczających skalę tego zjawiska. Tym samym, przy okazji, pozbawiło się kontroli nad przedsiębiorcami świadczącymi usługi seksualne.

Po drugie – państwo zrezygnowało z opodatkowania tej grupy przedsiębiorców, jednocześnie podejmując działania zwiększające fiskalizm u pozostałych grup podatników. Sprawiło to, oprócz nieuzasadnionej różnicy w traktowaniu podatników, że prostytucja stała się działalnością preferencyjnie traktowaną pod względem podatków! Przykładowo w podatku VAT stosowane są stawki preferencyjne wobec pewnych szczególnych towarów i usług – mamy obniżoną stawkę na żywność czy też leki, a usługi z branży oświatowej czy medycznej są objęte stawką 0%. W dniu dzisiejszym prostytucja traktowana jest na równi ze społecznie ważnymi branżami związanymi z ochroną zdrowia czy edukacją – ale czy na pewno zasługuje o­na na takie wyróżnienie? Czy prostytucja powinna wiązać się z zerową stawką podatku dochodowego i zerowym składkami na ubezpieczenie zdrowotne, zwłaszcza, że w kwestii chorób prostytutki należą do grupy podwyższonego ryzyka? Czy biorąc pod uwagę fakt, że np. w programie „pierwsza praca” osoby podejmujące po raz pierwszy zatrudnienie płacą przez pewien czas połowę stawki składek na ubezpieczenie społeczne, decyzja o całkowitym zwolnieniu prostytutek z tego obowiązku jest słuszna? Skoro zgodnie z założeniami programu „pierwsza praca” niższe składki miały skłonić absolwentów do zakładania działalności gospodarczej, to całkowite zwolnienie jest jeszcze większym bodźcem – ale czy chcemy skłaniać ludzi do podejmowania pracy w seks-biznesie?

Paradoksalnie więc państwo kierując się pruderią i względami etycznymi sprawiło, że dochodowość seks-biznesu nieobciążonego podatkami jest wyższa niż byłaby przy równym traktowaniu podmiotów gospodarczych. Jednocześnie zmuszenie prostytutek do działalności w szarej strefie spowodowało, że brak wpływów podatkowych z tego typu działalności przełożył się na relatywnie wyższe opodatkowanie innych branż. Jak Państwo czują się z myślą, że płacicie podatki za prostytutki?

Tak więc decyzję parlamentu o nieopodatkowywaniu prostytutek można streścić w krótkich żołnierskich słowach: „chcieliśmy dobrze, wyszło jak zwykle”.


Artykuł pochodzi z portalu Unii Polityki Realnej -
http://www.upr.org.pl/main/artykul.php?strid=1&katid=76&aid=4718
Wykorzystany za zgodą Autora. Dziękujemy.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?