Nawigacja
 
Pracowite Ministerstwo Pracy
22 lutego br. na stronach internetowych (www.interia.pl) ukazał się kolejny artykuł, który chciałbym skomentować – tym razem opisujący najnowsze pomysły Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej kierowanego przez pania Anne Kalatę. Zawsze miałem wrażenie, że pracownicy ministerstw nie przemęczają się specjalnie, niestety okazało się – ku mojemu zdziwieniu - że pełna parą idą prace w budowaniu socjalizmu w Polsce.

Okazuje się, że w ministerstwie trwają prace nad podniesieniem wysokości pensji minimalnej. Pensja owa zgodnie z planami ma sięgnąć 50-60% przeciętnego wynagrodzenia (3027,51 zł w grudniu 2006). Oznacza to jej wzrost do poziomu 1500-1800 zł, co przy dodaniu składek naubezpieczenia społeczne, płaconych przez pracodawcę,znacznie podniesie koszt zatrudnienia jednego pracownikai minimalnie wynosić będzie około 2000-2500 zł. Zważywszy, że już przy obecnym poziomie obciążeń wielu przedsiębiorców nie może sobie pozwolić na ponoszenie tak wysokich kosztów pracy i decyduje się zatrudniać pracowników „na czarno” czego następstwem będzie znaczący rozwój szarej strefy. Wiele osób podchodzi do propozycji ministerstwa z entuzjazmem, wychodząc naiwnie z założenia, że jedna decyzja administracyjna jest w stanie skłonić przedsiębiorców do zwiększenia minimalnej pensji zgodnie z projektem ustawy. Nieliczni dopuszczają do siebie myśl, że gospodarka i przedsiębiorcy kierują się prawami rynku, urzędnik zaś utrudnia kształtowanie się naturalnych procesów rynkowych. W wyniku powyższego pensje ukształtowałyby się same powyżej minimum – i wtedy interwencja w ustalanie pensji minimalnej jest niepotrzebna, albo pensje ustalone na wolnym rynku byłyby niższe od minimum. W tym przypadku należałoby zadać sobie pytanie: skąd pracodawca ma wziąć środki na wyższe wynagrodzenia? Otóż z zysku! Ale jeżeli już w chwili obecnej przedsiębiorcy narzekają, że koszty pracy są zbyt wysokie i ograniczają m. in. z tego powodu zatrudnienielub zatrudniają pracowników „na czarno”, to podniesienie pensji minimalnej spowoduje niewątpliwie wzrost tego zjawiska.

Konsekwencje będą następujące:

1. Zwiększy się faktyczne bezrobocie, ponieważ część przedsiębiorców, chcąca uczciwie zastosować się do nowych przepisów, będzie zmuszona ograniczyć zatrudnienie. Okaże się też, że część firm będzie musiało zakończyć z tego powodu działalność, która stanie się po prostu nieopłacalna przy tak wysokim poziomie kosztów pracy.
2. Zwiększy się fikcyjne bezrobocie, ponieważ mniej uczciwi przedsiębiorcy porozumieją się z pracownikami i zatrudnią ich „na czarno”. Nie poniosąw ten sposób kosztów związanych ze składkami na ZUS, będą więc mogli wypłacić pracownikowi wyższą pensje „pod stołem”, pracownik zaś nie przepuści okazji, by postarać się o dodatkowe dochody i niechybnie zarejestruje się jako bezrobotny by wyłudzić od państwa zasiłek oraz darmowe ubezpieczenie zdrowotne dla siebie i swojej rodziny.
3. Zmniejszą się dochody budżetu (mniejsze składki na ZUS i mniejsze wpływy z podatków dochodowych), jednocześnie zaś zwiększą się wydatki (zasiłki i opieka zdrowotna dla bezrobotnych).
4. Notowania partii rządzących wzrosną, ponieważ ludzie docenią ten pozornie szlachetny gest, zwiększenia poziomu dobrobytu wśród najuboższej części społeczeństwa – nieważne, że skutek będzie dokładnie odwrotny. Poza tym przedsiębiorca w mentalności sporej części Polaków (zwłaszcza tych mniej zaradnych i przedsiębiorczych) jest wyzyskiwaczem i krwiopijcą, więc pogorszenie mu warunków działalności zostanie przyjęte z entuzjazmem. A jeśli przy okazji zlikwiduje o­n działalność to już w ogóle szczyt szczęścia – w końcu po co ktoś ma mieć lepiej niż my?
5. Sytuacja ludzi młodych dopiero wchodzących na rynek pracy ulegnie pogorszeniu. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że niejako naturalnym jest, że osoby młode w swojej pierwszej pracy zarabiają stosunkowo niewiele. Pierwsza praca jest dla nich możliwością zdobycia doświadczeń zawodowych i ukształtowania pewnych cech osobowości niezbędnych do tego, żeby być dobrym pracownikiem. Podwyższenie kosztu zatrudnienia zniechęci pracodawców do zatrudniania młodych ludzi bez doświadczenia. Skutki tego zjawiska będą ogromne – zarówno ekonomiczne, społeczne jak i demograficzne.



Wspomniany artykuł przynosi również dwie inne informacje:



Po pierwsze - zwiększone zostaną środki na aktywną promocję zatrudnienia – z 2,1 mld zł w 2006 do 2,7 mld zł w 2007 roku. Aż dziw bierze, że jeszcze ktoś wierzy w skuteczność interwencjonizmu państwa w tej dziedzinie i jest skłonny przeznaczyć tak wysoką kwotę na te cele. Obniżenie o tą kwotę podatku dochodowegolub zmniejszenie akcyzy na paliwo zaowocowałoby zdecydowanie większym wzrostem nowych miejsc pracy. Stałoby się tak ponieważ cała kwota 2,7 mld zostałaby w kieszeni podatników i pobudziłaby konsumpcję, „Zagospodarowanie” tej kwoty przez budżet państwa powoduje, że spora część tych środków zostanie zmarnotrawiona przez urzędników. Ale oczywiście rząd może się wykazać, że coś tam zwalcza i pokazać nowo utworzone miejsca pracy. A to, że przy okazji zniknie więcej miejsc pracy w innych sektorach gospodarki to już inna sprawa – o tym nikt nie będzie mówił przed kamerami, a społeczeństwo nigdy nie powiąże tych dwóch faktów ze sobą…



Po drugie - ma zostać przedstawiony projekt ustawy wyrównujący szanse obu płci na rynku pracy. Cel maksymalnie absurdalny, choć zapewne spora część feministek i osób nie znających podstawowych zasad ekonomii twierdzi inaczej. Bowiem wolny rynek charakteryzuje się tym, że kierują nim obiektywne przesłanki, a nie uprzedzenia,jeżeli mamy do czynienia z jakimś zjawiskiem, to musi mieć o­no konkretny powód. Dysproporcje w zarobkach kobiet i mężczyzn mają kilka zupełnie racjonalnych powodów:

1. Mężczyźni niejako z natury nastawieni są w większym stopniu na realizację na rynku pracy – lubią stres, rywalizację, podświadomie czują się odpowiedzialni za utrzymanie rodziny. Kobiety wolą pracę bardziej spokojną i w większym stopniu niż mężczyźni wybierają zawody, które są dla nich pewnego rodzaju hobby, w mniejszym stopniu zaś troszczą się o materialną stronę życia. W życiu rodzinnym również bardziej istotny jest dla nich aspekt uczuciowo-emocjonalny, a w mniejszym stopniu materialny – stąd mniejsza presja na zarobki. Różnice te przejawiają się chociażby w negocjowaniu warunków wynagrodzenia oraz rodzajów pracy wybieranej statystycznie przez obie płcie.
2. Zapisy w kodeksie pracy sprawiają, że kobieta w ciąży jest potocznie mówiąc „nie do ruszenia”. Pracodawca nie kieruje się uprzedzeniami, lecz wychodzi z założenia charakterystycznego dla wolnego rynku, że należy mu się pewna rekompensata za ryzyko. Skoro więc zatrudnia pracownika o mniejszej teoretycznej dyspozycyjności, naraża się na ryzyko pewnych problemów organizacyjnych (zastępstwo na czas niedyspozycji, koszty rekrutacji, szkolenia, zmniejszona wydajność, niepewność co do okresu niedyspozycji). Stąd tez naturalnym jest, że chce sobie zrekompensować te koszty i po prostu to robi.

Można by wymienić więcej powodów, ale poprzestanę na tych dwóch. Wyrównywanie szans na rynku pracy jest działaniem „pod prąd” wobec zasad rynku – może czasami trochę bezdusznego, ale obiektywnego. Najlepsza metodą zaś na wyrównanie szans na rynku pracy byłaby po prostu likwidacja kodeksu pracy. Zniesienie swoistego uprzywilejowania kobiet wyeliminowałoby w sporym stopniu ryzyko pracodawcy i dysproporcje w poziomie zarobków obu płci znacznie by się zmniejszyły. Bez interwencji urzędnika.

Dzisiejszy artykuł zakończę anegdotką będącą pewną puentą wobec pracowitości ministerstwa we wprowadzaniu w życie kolejnych idiotyzmów na koszt podatnika: Napoleon zwykł mówić ze generałów można podzielić na cztery grupy: 1. mądrych i pracowitych – o­ni doskonale się sprawdzają w sztabie 2. mądrych, ale leniwych – o­ni są doskonali na linii frontu, kiedy to troska o własne życie nie pozwala im się lenić 3. głupich i leniwych – ich także można jakoś zagospodarować 4. głupich i pracowitych – tych należy się od razu pozbyć.

Zatem domagajmy się jak najszybszej likwidacji Ministerstwa Pracy, a jeżeli już musi o­no istnieć, to niech przynajmniej jego pracownicy spowolnią tempo swojej pracy. Najlepiej do minimum...


Artykuł pochodzi z portalu Unii Polityki Realnej -
http://www.upr.org.pl/main/artykul.php?strid=1&katid=76&aid=4695
Wykorzystany za zgodą Autora. Dziękujemy.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?