Nawigacja
 
Poprawki dla pasażerów
Jak słusznie zauważył partyjny dostojnik występujący w filmie Krzysztofa Zanussiego „Kontrakt”, „demokracja demokracją, ale ktoś przecież musi tym kierować!”. Znakomitą ilustracją tej sentencji jest apel przewodniczącego Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, pana Rene van der Linden do prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego, by wycofał się z pomysłu przywrócenia kary śmierci. Ale – incipiam.
michalkiewicz
Jak wiadomo, zbliżają się wybory samorządowe, a przed wyborami – jak to poetyckim językiem wyraził kiedyś Józef Ozga-Michalski – partie polityczne próbują „wędzić swoje półgęski ideowe”. Przekładając tę rzeźnicką metaforę na język ludzki można powiedzieć, że mówią ludziom to, czego ci lubią słuchać w nadziei na dobry wynik wyborczy.
michalkiewicz
Ponieważ prawie 80 proc. ludzi w Polsce deklaruje poparcie dla przywrócenia kary śmierci, Liga Polskich Rodzin wystąpiła z projektem jej przywrócenia. Nie powszechnego, co to, to nie, Boże uchowaj; chodzi tylko o karę śmierci dla morderców-pedofilów. Jak wiadomo, Europa zasadniczo stoi na nieubłaganym gruncie równouprawnienia każdej seksualnej orientacji i upodobania. Aliści żadne społeczeństwo, nawet tak poprawne politycznie, jakim mają stać się „masy”, czyli ludność imperium europejskiego, nie może obejść się bez tabu.
michalkiewicz
Na przykład, wprawdzie jest całkowita wolność słowa, ale nie można powiedzieć, kto wywołuje wojny. Dlatego też z kręgu równoprawnych upodobań seksualnych bezwarunkowo wyłączona jest pedofilia, o której depenalizację próbują, nie bez powodzenia, walczyć pedofile holenderscy. Zanim jednak to nastąpi, politycy LPR próbują wykorzystać dysonans poznawczy: „Europa” wprawdzie karę śmierci pryncypialnie potępia, ale... jeśli miałaby ona dotknąć pedofilów...?
michalkiewicz
Pomysł ten natychmiast poparła Samoobrona, w związku z czym dziennikarze zapytali o zdanie pana prezydenta Kaczyńskiego, który wyznał, że też jest zwolennikiem tej kary, ponieważ jej brak daje ogromną przewagę przestępcy nad ofiarą. Zdaje się, że niczego więcej nie powiedział, ale już starożytni Rzymianie zauważyli, że fama crescit eundo, czyli, że wieść po drodze rośnie.
michalkiewicz
Z Warszawy do Strasburga, w którym Rada Europy ma swoją siedzibę, jest kawał drogi, a cóż dopiero, gdy w dodatku nie można wykluczyć, że ostatnią wersję wieści mógł panu van der Linden dostarczyć sam „drogi Bronisław”, który uwija się jak może, by z żarliwym obiektywizmem przedstawić zgorszonemu światu polskiego prezydenta w odpowiednim świetle?
michalkiewicz
Nic dziwnego, że pod wpływem takich informacji (a w końcu i upały też swoje robią) biedny pan van der Linden mógł sobie dopuścić do głowy, że straszliwy prezydent Kaczyński już wysłał do Strasburga – jak to mówiło się w czasach sarmackich – całą „magdeburgię”, w osobie „mistrza świętej sprawiedliwości”, czyli kata z pomocnikami.
michalkiewicz
Dalejże tedy perswadować mu, by od swoich zbrodniczych zamiarów odstąpił, ponieważ są one sprzeczne z najistotniejszą wartością polityki europejskiej, w rezultacie której od Islandii po Władywostok powstała strefa wolna od kary śmierci. Dopiero pan minister Łapiński z Kancelarii Prezydenta uspokoił pana przewodniczącego Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, że nie ma się czego bać, że – po pierwsze – prezydent jest tylko „zwolennikiem” kary śmierci, ale Boże broń, nie domaga się jej przywrócenia, a po drugie – że to tylko taka „poprawka dla pasażerów”.
michalkiewicz
Tego oczywiście już pan Łapiński nie powiedział, a szkoda, bo przypomniałby Europie postać kapitana Eustazego Borkowskiego. Dowodził on przed wojną jednym z polskich transatlantyków i szalenie lubił czarować pasażerów. Między innymi przyprowadzał wybraną grupę w nocy na mostek i pytał oficera „co leży”. Kiedy tamten podawał mu kurs, kapitan Borkowski rozkładał ramiona tak, by jedna ręka wskazywała jedną, a druga – drugą gwiazdę, po czym nakazywał skorygować kurs o pół stopnia.
michalkiewicz
Wtajemniczeni marynarze powtarzali otrzymany rozkaz, udając że korygują kurs, a pasażerowie do końca życia byli pod wrażeniem starego wilka morskiego, co to w środku nocy odnalazł drogę na oceanie. Pewnego atoli razu trafił na mostek nowy sternik, który myślał, że to wszystko naprawdę i usiłował kurs skorygować. Dopiero gdy oficer go kopnął i powiedział, że „to poprawka dla pasażerów”, zrozumiał, w czym rzecz.
michalkiewicz
Przypomniała mi się ta historia, kiedy oglądałem telewizyjną transmisję sprawy lustracyjnej pani prof. Zyty Gilowskiej, a zwłaszcza – zeznania SB-ków. Jak jeden mąż zeznawali, że jest niepodobieństwem, by pani Gilowska była tajnym współpracownikiem. Kapitan Wieczorek, który był oficerem prowadzącym TW „Beata” zeznał, że zarejestrował ją fikcyjnie, chociaż teoretycznie grozi mu to odpowiedzialnością karną za „zbrodnię komunistyczną”.
michalkiewicz
Jego zwierzchnik wsparł go mówiąc, że Wieczorek był za głupi, żeby zwerbować panią profesor. Oczywiście nie wypada nam zaprzeczać, ale z tego wynika, że był jednak na wystarczającym poziomie, by utrzymywać z nią stosunki towarzyskie. Sędziowie niezawisłego sądu lustracyjnego wysłuchiwali tych zeznań z pokerowymi twarzami i w rezultacie, aż do wyroku nie będziemy pewni, czyich rozkazów słucha dzisiaj kapitan Wieczorek i czy z tą lustracją to naprawdę, czy tylko – dla pasażerów?


Informacje pochodzą z portalu Michalkiewicz.pl -
http://michalkiewicz.pl/tor_11-08-2006.php
Wykorzystane za zgodą Autora. Dziękujemy.

Publikacja dla „Goniec” (Toronto) · 11 sierpnia 2006
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?