Nawigacja
 
Pochwała przekupstwa
Gubernator Will Stark, bohater książki Roberta Penn Warrena „Gubernator”, uważał, że dobro można robić również ze zła. Oczywiście można również z dobra (umierający winiarz zdradził podobną tajemnicę swemu synowi: synu, pamiętaj, że wino robi się również z winogron), ale ponieważ dobra jest bardzo mało, to dobro trzeba przeważnie robić ze zła. Bardzo to efektowne, ale czy aby prawdziwe? Czy ze zła można w ogóle zrobić jakieś dobro?

Kiedy się tak nad tym zastanawiam, przychodzi mi na myśl silnik spalinowy. W takim silniku spala się wybuchowo mieszanka benzyny z powietrzem. Przypadkowy wybuch takiej mieszanki sieje wokół zniszczenie, więc można go uznać za rodzaj zła. Tymczasem kiedy taki sam wybuch takiej samej mieszanki nastąpi w określonym momencie i w określonym miejscu, tzn. w cylindrze silnika spalinowego, to silnik wykona pracę. Zło w postaci niszczącej siły wybuchu zostało wprzęgnięte w służbę dobra. Czyżby więc można było tworzyć dobro ze zła?

W ostatnich dniach poznaliśmy dodatkową przesłankę, wskazującą, że taka możliwość rzeczywiście istnieje. Oto pan Andrzej Lepper, nie wiadomo, czy z własnej inicjatywy, czy na rozkaz swoich przełożonych z razwiedki, sprowokował premiera do wyciśnięcia go z rządowej koalicji, wskutek czego w Sejmie rząd znowu nie ma większości.

W takiej sytuacji możliwe są dwa wyjścia: albo samorozwiązanie Sejmu i przyspieszone wybory, albo tzw. konstruktywne votum nieufności, tzn. obalenie rządu premiera Kaczyńskiego i natychmiastowe utworzenie nowego rządu np. z premierem Rokitą, wicepremierem Szmajdzińskim, wicepremierem Lepperem i wicepremierem Pawlakiem.

Taki rząd natychmiast przepędziłby z państwowych posad wszystkich mianowańców obecnego rządu, a następnie pouchylałby wszystkie ustawy, uchwalone z inicjatywy obecnego rządu. Oczywiście nie zrobiłby tego sam, tylko przy pomocy Trybunału Konstytucyjnego, który wprawdzie jest niezawisły, ale tylko w tym sensie, że jeszcze nie wisi.

W ten sposób państwo wróciłoby do punktu wyjścia, tzn. cofnięta zostałaby lustracja konfidentów, rozpędzone Centralne Biuro Antykorupcyjne, system bankowy ponownie znalazłby się bez nadzoru, bo skoro prezesa Balcerowicza żaden organ państwowy nie może nawet wezwać w celu wyjaśnień, to znaczy, że razwiedka nadal utrzymuje państwo w państwie i używa Leszka Balcerowicza w charakterze totemu bojowego. Krótko mówiąc – państwo ponownie wpadłoby w szpony mafii, w których się znalazło dzięki umowie okrągłego stołu, którą generał Czesław Kiszczak zawarł z politykami, do których miał większe zaufanie, niż do innych.

Z punktu widzenia razwiedki konstruktywne votum nieufności jest najlepszym wyjściem, bo dzięki takiej szybkiej podmianie można by nawet zablokować rozwiązanie Wojskowych Służb Informacyjnych, dzięki czemu uratowane zostałyby również tzw. „zdobycze okrągłego stołu”, o których obronie mówił Janusz Onyszkiewicz, uzasadniając podłączenie się swojej Partii Demokratycznej do postkomunistycznej spółdzielni „Róbmy Sobie Na Rękę”.

W tej sytuacji już premier Rokita, albo jakiś inny podtrzymywałby płynność finansową państwa poprzez sprzedawanie obywateli w niewolę lichwiarskiej międzynarodówce. Ale do przeprowadzenia konstruktywnego votum nieufności potrzebna jest nowa parlamentarna większość, to znaczy zlanie się Platformy Obywatelskiej z SLD, Samoobroną i PSL-em. W przeciwnym razie możliwe jest tylko obalenie rządu i wybory, do których jednak rząd by rządził i jeszcze zdążyłby różnym filutom powyrywać nogi z miejsc, z których im wyrastają.

Wszystko zatem zależy od tego, czy prezes PSL Waldemar Pawlak da się przekupić albo jednej, albo drugiej stronie. Przekupstwo, jak wiadomo, rzecz wstrętna, rodzaj zła absolutnego, ale – jak widzimy – przy jego pomocy można osiągnąć pożyteczne cele i podjąć próbę zwrócenia narodowi politycznej suwerenności, pod warunkiem wszelako, że tego przekupstwa dokona strona właściwa.

Oczywiście teoretycznie można byłoby obejść się bez przekupstwa, gdyby PSL i jego prezes działali z pobudek ideowych i kierowali się dobrem państwa, ale o tym, rzecz prosta, nawet marzyć nie można. Aż tyle dobra nie ma na świecie, więc niestety zostaje tylko przekupstwo. Znaczy – gubernator Will Stark z powieści Roberta Penn Warrena najwyraźniej miał rację.


Informacje pochodzą z portalu Michalkiewicz.pl -
http://michalkiewicz.pl/tyg1_26-09-2006.php
Wykorzystane za zgodą Autora. Dziękujemy.

Publikacja dla „Tygodnik nr 1” (poznańskie) · 26 września 2006
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?