Nawigacja
 
Bez łaski polityków
Szanowni Państwo! Wczoraj w Sejmie zwyciężył instynkt samozachowawczy posłów i wnioski Platformy Obywatelskiej oraz SLD o samorozwiązanie parlamentu zostały odrzucone. Mówię o instynkcie samozachowawczym, chociaż w debacie padło wiele patetycznych słów o Polsce i jej dobru. Jednak politycy przyzwyczaili nas, by takich patetycznych deklaracji nie brać na poważnie; jak wzniośle mówią o Polsce, to prawie na pewno mają na myśli własny, albo co najwyżej – partyjny interes.

Jest bowiem oczywiste, że między interesem Polski, albo interesem społeczeństwa, a interesami partyjnymi jest konflikt. Weźmy np. sprawę takiego becikowego. Teoretycznie ma ono przynieść korzyść rodzicom, którym urodziło się dziecko, bo dostają z tego tytułu całe tysiąc złotych. No dobrze, ale jeśli policzyć VAT zawarty w cenach artykułów dla dzieci, to okazuje się, że zakup pięciu albo sześciu rzeczy, jakie zazwyczaj kupuje się dla noworodka, pochłonie ten tysiąc złotych wyłącznie na zawarty w cenach podatek.

Zatem tysiąc złotych becikowego przy jednoczesnym utrzymywaniu wysokich stawek VAT na artykuły dla dzieci, nie jest żadnym dobrodziejstwem. Gdyby ktoś naprawdę chciał pomóc rodzicom wychowującym dzieci, to powinien zmniejszyć stawkę VAT na artykuły dziecięce, najlepiej do zera. No tak, ale taką operację można zrobić tylko raz, a co potem?

Tymczasem, jeśli utrzymujemy wysokie podatki, to partie mają dużo pieniędzy, które wcześniej obywatelom w podatkach odebrały – i mogą robić im prezenty na każde wybory; raz „becikowe”, innym razem – „senioralne”, kiedy indziej znowu – „godnościowe” i tak dalej. Jest to oczywisty konflikt miedzy interesem obywateli i interesami partyjnymi, ale o tym partie wolą nie mówić. Ponieważ jednak o czymś mówić trzeba, to opowiadają nam o Polsce, jak to się dla niej poświęcają w Sejmie, Senacie, ministerstwach czy samorządach.

Obserwacja trwającej już rok kotłowaniny w Sejmie przekonuje nas ostatecznie, że istniejący system wyborczy całkowicie się skompromitował. Jest on bowiem tak skonstruowany, by ścisłym kierownictwom kilku partii politycznych dawać ogromną i przez nikogo nie kontrolowaną władzę. W rezultacie dwudziestu ludzi ze ścisłych sztabów partyjnych kręci całym państwem, korzystając z tego, że ludzie głosowali na firmowane przez nich partie.

Tymczasem tak naprawdę ludzie głosują w ciemno, bo dopiero po wyborach może się wyjaśnić, jakie powstaną koalicje, kto będzie rządził i jaki program realizował. Spróbujmy zapytać samych siebie, czy głosowalibyśmy w ubiegłorocznych wyborach tak samo, gdybyśmy wiedzieli, że wicepremierem rządu zostanie Andrzej Lepper?

Ponieważ w demokracji podstawowym problemem politycznym jest sklecenie większości, tworzenie rządu przypomina łapankę. W rezultacie koalicje rządową tworzą ludzie o najrozmaitszych poglądach. Pół biedy, kiedy nie mają żadnego programu i zwyczajnie chcą się nakraść. Na ogół jednak mają jakieś programy i to jest najgorsze, bo te programy są ze sobą sprzeczne. Z takich sprzeczności nie daje się z reguły ułożyć żadnej spójnej całości, dlatego z tej wypadkowej nikt nie jest zadowolony i z linią rządu nikt do końca się nie identyfikuje, a wszyscy czują się wykiwani i wystrychnięci na dudka.

Dlatego też opinia publiczna powinna zmusić polityków do zmiany systemu wyborczego. Zmusić groźbą bojkotu wyborów, bo dobrowolnie nie zgodzą się oni nigdy oddać możliwości frymarczenia całym państwem. Oczywiście politycy nadal będą musieli sprawować władzę, ale chodzi o to, żeby zwykli obywatele też mieli coś do powiedzenia, a przynajmniej – żeby lepiej wiedzieli, co właściwie wybierają i to jeszcze – przed głosowaniem.

W tym celu okręgi wyborcze powinny być jednomandatowe, a system wyborczy – większościowy. Kto zdobył najwięcej głosów w okręgu – ten zostaje posłem. W ten sposób kandydaci przestaliby zależeć od kierownictw partyjnych i nie musieliby dawać im żadnych weksli. Jeszcze lepszym rozwiązaniem byłoby głosowanie w dwóch turach. Żeby uzyskać mandat w pierwszej turze, trzeba byłoby zdobyć bezwzględną większość głosów w okręgu.

Jeśli żaden kandydat by takiej większości nie zdobył, wówczas, w drugiej turze, startowaliby dwaj najsilniejsi, zaś przegrani wzywaliby swoich zwolenników do poparcia albo jednego, albo drugiego. W ten sposób, na oczach wyborców, jeszcze przed rozstrzygającym głosowaniem, tworzyłyby się przyszłe koalicje. Dzięki temu wyborca mógłby oddać głos z większym rozeznaniem, co właściwie wybiera i kogo popiera. Teraz takiego rozeznania nie ma, bo rozmowy koalicyjne rozpoczynają się dopiero po wyborach, kiedy już nic nie można zrobić.

Taki system wyborczy dawałby ludziom większe możliwości i odbierałby część władzy partyjnej oligarchii. Ale i on ma swoje słabe strony, a przede wszystkim tę, że Sejm utworzony w ten sposób mógłby być bardzo mozaikowy. Tworzyliby go bowiem ludzie może i popularni w swoich środowiskach, ale o poglądach od Sasa do Lasa. Z takiego Sejmu mogłoby być jeszcze trudniej zbudować koalicję rządową, niż z Sejmu obecnego. Ale i na to jest rada.

Trzeba tylko odejść od istniejącego obecnie systemu parlamentarno-gabinetowego i ustanowić system prezydencki. Przy systemie parlamentarno-gabinetowym rząd, czyli Radę Ministrów powołuje Sejm. Przy systemie prezydenckim władza wykonawcza spoczywa w osobie prezydenta, a ministrowie są jedynie jego pomocnikami. Sejm zatem nie musi już zajmować się tworzeniem rządu, bo rządzi prezydent, który przecież też jest wyłaniany w wyborach powszechnych. W ten sposób kraj miałby stabilne rządy, nawet w przypadku kryzysów parlamentarnych.

Akurat kryzys parlamentarny został chwilowo zażegnany, więc jest czas, by sobie te sprawy gruntownie przemyśleć, żebyśmy w przyszłości losów naszego państwa i naszych własnych nie zostawiali na łasce polityków. Szczęść Boże! Mówił Stanisław Michalkiewicz.


Informacje pochodzą z portalu Michalkiewicz.pl -
http://michalkiewicz.pl/rm_19-20-2006.php
Wykorzystane za zgodą Autora. Dziękujemy.

Radio Maryja · 19 października 2006
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?