Nawigacja
 
Konwergencja się sprawdza!
Gdzieś w latach 60-tych ubiegłego stulecia zaczęła robić furorę teoria konwergencji, której wielkim zwolennikiem i propagatorem był m.in. profesor Zbigniew Brzeziński. Teoria ta głosiła, że toczące właśnie nieubłaganą zimną wojnę antagonistyczne systemy, na skutek wprawdzie nieprzyjaznego, ale bliskiego kontaktu, coraz bardziej się do siebie upodabniają.

Komunizm odchodzi od pierwotnej surowości, zaczyna odkrywać uroki prywatnego posiadania i inne powaby życiowe, zaś kapitalizm, wskutek demokratycznego nacisku i ekspansji biurokratów, coraz bardziej się socjalizuje.

W latach 60-tych teoria konwergencji była jeszcze kwestionowana, szczególnie w krajach socjalistycznych i zwłaszcza w partyjnych kręgach. Jednak dzisiaj widać jak na dłoni, że profesor Zbigniew Brzeziński po prostu miał rację, że teoria konwergencji dokładnie się sprawdziła. Jaka partia w Polsce skupia najbogatszych polityków? A jakaż by, jeśli nie Sojusz Lewicy Demokratycznej?

A najbogatszych dlatego, że potrafią robić znakomite interesy, nie tylko w nieruchomościach, ale w ogóle. Oczywiście zdarzają się wyjątki w rodzaju pana Ireneusza Sekuły, dla którego kontakt ze światem wielkiego biznesu zakończył się tragicznie, ale jest to wyjątek potwierdzający regułę.

Jeśli więc teoria konwergencji sprawdziła się w przypadku dwóch supermocarstw oddzielonych od siebie aż trzema oceanami, a w tym jednym – Lodowatym, to tym bardziej musiała się sprawdzić w przypadku antagonistów, których nie rozdzielało w zasadzie nic, poza światopoglądem i wynikającym zeń systemem wartości.

I rzeczywiście. Ostatnia decyzja krakowskiej kurii, nakazująca księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu bezterminowe powstrzymanie się od publicznych wypowiedzi pokazuje, że nasze przypuszczenia co do konwergencji dokładnie się sprawdziły.

Takie praktyki zdarzały się bowiem na etapie różnych błędów i wypaczeń w partiach komunistycznych, a potem, w okresach odwilży, nazywane były tłumieniem krytyki, wskutek czego partia odrywała się od mas.

Na coś podobnego wskazuje wczorajsza wypowiedź Jego Ekscelencji arcybiskupa Józefa Michalika, by księża nie wynosili informacji o przypadkach tajnej współpracy duchowieństwa z SB „poza Kościół”. Wypowiedź ta więcej wyjaśnia, niż mówi.

Przy innych okazjach bowiem jesteśmy pouczani, że Kościół jest wspólnotą całego Ludu Bożego, wspólnotą wszystkich ochrzczonych. Ale to tylko tak się mówi, żeby było ładniej, bo gdy przychodzi co do czego, to okazuje się, iż Kościół – to tylko duchowieństwo.

Okazuje się, że i w tym przypadku mamy do czynienia z objawem tracenia więzi z masami, co nigdy nie wróżyło niczego dobrego. Starsi pamiętają, że i członkowie aparatu bardzo niechętnie poddawali się zewnętrznym ocenom, co zauważył Janusz Szpotański, pisząc w „Towarzyszu Szmaciaku”: „Do czego doszło? Żeby szlachtę przed sądy pozywały chłopy?!”.

I jeszcze jedno makabryczne podobieństwo. Dekret zmuszający księdza Isakowicza-Zaleskiego do bezterminowego milczenia, został wydany niemal w rocznicę zabójstwa księdza Popiełuszki, któremu przed śmiercią włożono do ust knebel.


Informacje pochodzą z portalu Michalkiewicz.pl -
http://michalkiewicz.pl/pr_20-10-2006.php
Wykorzystane za zgodą Autora. Dziękujemy.

Polskie Radio (program I) · 20 października 2006
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?