Nawigacja
 
Żyjmy krócej!
Za tak zwanej pierwszej komuny wielką popularność zyskało hasło skierowane do emerytów, by „popierali partię czynem i umierali przed terminem”. Chodziło o to, że dzięki temu państwo zyskałoby dodatkowe środki na rozwój budownictwa socjalistycznego, by Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej. Oczywiście tylko ci, którzy by dożyli. Ale bo też za pierwszej komuny obowiązywał był w tzw. ubezpieczeniach społecznych system repartycyjny, tzn. ZUS od jednych brał „składki” z których innym wypłacał „emerytury”, a jeśli „składek” nie starczało, to drukowało się pieniądze i bilans wychodził, jak to się mówi, na zero.

Dzisiaj sytuacja jest inna. W 1999 roku weszła w życie reforma emerytalna, w ramach której system został wsparty aż na trzech filarach: ZUS-ie, Otwartych Funduszach Emerytalnych (OFE) i dobrowolnych ubezpieczeniach. Dwa pierwsze bowiem są przymusowe. Nawiasem mówiąc, ten przymus demaskuje rzekome dobrodziejstwo ubezpieczeń emerytalnych. Jeśli bowiem są one korzystne dla ludzi, to dlaczego właściwie są przymusowe? A jeśli nie są dla ludzi korzystne – to tym bardziej nie powinny być przymusowe! No dobrze, ale czy są korzystne, czy nie są?

Wyobraźmy sobie, że ubezpieczenie emerytalne jest zwykłą umową. Ubezpieczalnia mówi: ponieważ, brachu, zacząłeś uzyskiwać dochody, to oddawaj połowę nam. Skoro taki rozkaz, to trudno – powiedziałby kontrahent – ale co ja z tego będą miał? – Kiedyś coś ci damy – odpowiedziałaby uczciwa ubezpieczalnia. „Kiedyś” – bo Sejm może wiek emerytalny wydłużyć. „Coś” – bo Sejm może zmienić sposób naliczania emerytury. Chyba dla każdego jest oczywiste, że nikt przytomny nie podpisałby takiej umowy. Dlatego ubezpieczenia emerytalne są przymusowe.

Właśnie gazety doniosły, że pani Anna Kalata, minister pracy z ramienia Samoobrony kombinuje nad nowelizacją systemu emerytalnego. Chodzi o to, by wszystkie pieniądze, jakie będzie dostawał emeryt, przechodziły przez ZUS. Krótko mówiąc, chodzi o położenie ręki również na pieniądzach wyciągniętych od ludzi pod pretekstem „składki” na tzw. II filar, czyli Otwarte Fundusze Emerytalne.

OFE miałyby przekazywać pieniądze na specjalny Fundusz Emerytur Kapitałowych, a następnie wysokość emerytury z II filaru naliczałby ZUS, dzieląc kwotę zgromadzoną przez ubezpieczonego przez ustalaną przez GUS tzw. oczekiwaną długość życia. Im ta długość jest mniejsza, tym emerytura większa. Widać wyraźnie, że oczekiwania państwa wobec emerytów są mniej więcej takie same, jak za pierwszej komuny, tyle tylko, że wyrażane są przy pomocy aluzji, a nie tak bezpośrednio.

No dobrze, ale dlaczego właściwie pani minister tak na tym zależy? Po pierwsze – bo co to za minister, który robi żadnej reformy? „Co to za gospodarz, co nie ma chałupy?”. Ale po drugie – i to chyba ważniejsze – że w ten sposób, poprzez Fundusz Emerytur Kapitałowych, będzie można zatrzeć różnicę między funduszami publicznymi i prywatnymi, za jakie uchodzą pieniądze zgromadzona na kontach OFE. Polska zalicza je jednak do funduszy publicznych, dzięki czemu można udawać, że deficyt budżetowy i dług publiczny mieszczą się jeszcze w granicach bezpieczeństwa. Komisja Europejska domaga się jednak, by od kwietnia z tym skończyć i stąd konieczność „reformy”. Oczywiście to wszystko dla nas, żeby jak najbardziej przychylić nam nieba.


Informacje pochodzą z portalu Michalkiewicz.pl -
http://michalkiewicz.pl/ndz_25-11-2006.php
Wykorzystane za zgodą Autora. Dziękujemy.

Publikacja dla „Nasz Dziennik” · 25 listopada 2006
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?