Nawigacja
 
Róbmy sobie na rękę!
Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Gdyby tak, dajmy na to, cesarz Oktawian August miał pod dostatkiem pieniędzy w skarbie, to nie musiałby wydawać dekretu nakazującego spisanie „wszystkiego świata” dla celów podatkowych, a wtedy nikt nie ruszałby w podróż, by dać się zapisać „każdy do miasta swego”, w związku z czym Pan Jezus nie urodziłby się w Betlejem judzkim, tylko w galilejskim Nazarecie, wskutek czego nie zgadzałyby się proroctwa, a w rezultacie kto wie, czy historia świata nie potoczyłaby się w mniej pożądanym kierunku.

Na tym przykładzie możemy się przekonać, że nawet powszechnie potępiany fiskalizm, też może mieć swoje dobre strony, chociaż ich dostrzeżenie może nastręczać pewne trudności. Nie powinny jednak nas one zrażać; trzeba myśleć pozytywnie i we wszystkim starać się dostrzec jakąś dobrą stronę.

Na przykład, jeśli nawet JE bp Wielgusowi przytrafił się w przeszłości agenturalny casus pascudeus, to przecież, w świetle zapewnień J.Em. ks. Prymasa o jego wielkiej pobożności, w którą nie mamy powodu powątpiewać, możliwe jest, że jeśli nawet tam i donosił ubekom, to donosił po Bożemu, a to chyba wygląda trochę lepiej, niż gdyby donosił zwyczajnie, albo jeszcze, Boże uchowaj, bezbożnie.

Właśnie wpłynął do Sejmu projekt ustawy budżetowej na 2007 rok. Rząd ustalił przyszłoroczne dochody państwowe na 226,8 mld zł, a wydatki – na 256,8 mld zł, z czego wynika, że deficyt nie powinien przekroczyć 30 mld zł.

Jest to sławna „kotwica budżetowa”, przedmiot naszej dumy i chluby, bo przecież w przeszłości deficyty bywały większe, nawet i o 15 mld i świat jakoś się nie zawalił. Dlatego też „kotwica budżetowa” ma charakter swego rodzaju kompromisu między „wrażliwością społeczną” i potrzebami „państwa solidarnego” z jednej, a resztkami respektu wobec zbrodniczego liberalizmu z drugiej strony.

Ten zbrodniczy liberalizm zniszczył podstawy naszej prężnej gospodarki socjalistycznej, dzięki której Polska, w okresie propagandy sukcesu, była 10 potęgą gospodarczą świata. Gospodarcze potęgi świata rozpoznajemy, jak wiadomo, po systemie kartkowej dystrybucji towarów rynkowych; im więcej towarów na kartki – tym większa potęga. Dlatego też co najmniej 60% naszego społeczeństwa uważa, że stan wojenny był uzasadniony.

I słuszna ich racja, bo to przecież dzięki niemu właśnie system kartkowy przetrwał jeszcze kolejnych 9 lat, ustalając reputację Polski, jako gospodarczej potęgi, którą dopiero później podgryzł zbrodniczy liberalizm. Ale to już ostatnie jego podrygi, bo oto nadchodzi „państwo solidarne”, którego symbolem, w braku lepszych, może stać się właśnie sławna „kotwica budżetowa”.

Z informacji podanej przez Ministerstwo Finansów wynika, że dług publiczny państwa na koniec czerwca br. przekroczył 500 mld zł, a według art. 4 projektu ustawy budżetowej, przyrost zadłużenia na 31 grudnia 2007 roku nie powinien przekroczyć 70 mld zł, czyli ok. 24 mld dolarów. Jak pamiętamy, w okresie dynamicznego rozwoju, Edward Gierek na pożyczenie 20 mld dolarów potrzebował aż 9 lat, podczas gdy teraz taki wyczyn robimy spokojnie w ciągu roku, a nawet sześciu miesięcy. I to jest najlepszy dowód postępu, wielkiego skoku, jaki wykonaliśmy wbrew zbrodniczemu liberalizmowi.

W tej sytuacji z niesłabnącą satysfakcją obserwujemy poprawę innych wskaźników, które wykazują trwałą tendencję wzrostową. Oto jeszcze w roku 2005 na obsługę długu publicznego preliminowano w budżecie 27 mld zł, podczas gdy w roku bieżącym – już 27,884 mld, a w przyszłym – 28,103 mld. Na jednego mieszkańca przypadnie z tego tytułu do zapłacenia około 740 zł miesięcznie, ale nie jest wykluczone, że „dogonimy i przegonimy”, a w rezultacie może przekroczymy 800 zł na osobę.

Założenia ustawy budżetowej sformułowane są powściągliwie, w myśl wskazówki Janusza Szpotańskiego: „nie płoszmy ptaszka, niech mu się zdaje, że naszej partii siły nie staje”. Dzięki temu statystyczna, 5-osobowa rodzina polska, będzie mogła wesprzeć światową gospodarkę kwotą co najmniej 3.700 zł rocznie, czerpiąc z tego tytułu uzasadniona dumę i satysfakcję.

Co prawda wskutek tego nie będzie mogła odczuć efektów dynamicznego wzrostu gospodarczego, bo będzie musiała właśnie je oddać nawet bez chwilowego potrzymania, ale na tym właśnie polega „państwo solidarne”, byśmy „jedni drugich brzemiona nosili”. „Na tym się świata ład opiera” – pouczał w „Towarzyszu Szmaciaku” Janusz Szpotański – „że jeden sieje, drugi zbiera”, a któż jest bardziej predestynowany do zbierania, jeśli nie lichwiarska międzynarodówka?

To właśnie ona, dzięki życzliwemu zainteresowaniu, jakim otacza wrażliwe społecznie rządy „państw solidarnych”, utrzymuje płynność finansową naszego państwa i nigdy nie pozwoli mu ześliznąć się w otchłań leseferyzmu, w którą chciałby wciągnąć je zbrodniczy liberalizm. Czyż za tę rewolucyjną czujność nie należy się jej z naszej strony wynagrodzenie w postaci wspomnianych kwot od każdej statystycznej rodziny? Jasne, że się należy i tyle i jeszcze więcej. Niech wiedzą, co my za nacja!

Zbrodniczy liberalizm bezczelnie twierdzi, jakoby najlepiej jest, gdy każdy obsługuje się sam za własne pieniądze. Tymczasem wiadomo, ze godne życie polega na tym, by każdy miał służbę, która by go obsługiwała. Żeby go przechadzacz przechadzał, posiłkówka posilała, a rozbawnica – bawiła.

I „państwo solidarne” właśnie to pragnie zapewnić nam w wielkiej obfitości. Za nic mając sarkania zbrodniczego liberalizmu na temat „biurokracji”, mnoży zastępy naszych serwirantów. Są to wysokiej klasy profesjonaliści, którzy znacznie lepiej od nas wiedzą, co dla nas dobre, toteż nic dziwnego, że razem z inicjatywą przejmują oni coraz więcej naszych pieniędzy i coraz większą ich część przeznaczają na własne potrzeby.

I to właśnie jest piękne, bo czyż wypada, by serwirant był wyzyskiwany? Takie rzeczy mogłyby się zdarzyć pod rządami zbrodniczego liberalizmu, ale nigdy – w „państwie solidarnym”, gdzie wszyscy powinni poświęcić się dla jednego.


Informacje pochodzą z portalu Michalkiewicz.pl -
http://michalkiewicz.pl/gp_28-12-2006.php
Wykorzystane za zgodą Autora. Dziękujemy.

Publikacja dla „Gazeta Polska” · 28 grudnia 2006
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?