Nawigacja
 
„Krwiopijcy” bronią „ludzi pracy”?
W koszmarnych czasach „dzikiego kapitalizmu” sprawa była jasna; po jednej stronie stali „krwiopijcy”, a po drugiej – „klasa robotnicza”, która, jeśli nawet nie trafiła jeszcze pod opiekuńcze skrzydła partii-przewodniczki, to przynajmniej chroniła się pod skrzydła związków zawodowych.

Sytuacja skomplikowała się, gdy kopalnie zaczęło przejmować państwo. Wprawdzie partia-przewodniczka nadal stosowała dawny schemat, co znalazło wyraz również w zaangażowanej poezyi: „kryzys w ciężkim przemyśle / płace górników głodowe / ich twarze – nieprawomyślne / ich myśli – antypaństwowe” – pisał Władysław Broniewski, podniesiony do rangi Wieszcza Narodowego, ale dopiero później, bo wtedy do ostatecznego zwycięstwa było daleko i perspektywa była taka, że „na rogu stoi policjant / nad policjantem – Bóg” – ale dawni „krwiopijcy” zaczęli stopniowo przechodzić na drugą stronę.

W rezultacie teraz już nie wiadomo, czy związki zawodowe reprezentują interesy ludu roboczego, czy też stanowią tylko wygodny instrument w doświadczonych rękach menedżerów, przekupstwem przeciągających na swoją stronę związkowych przywódców.

Poczucie takiego poznawczego dysonansu musi ogarniać każdego w obliczu komunikatu podpisanego po rozmowach górników z ministrem gospodarki, panem Woźniakiem. Górnicy odstąpili od strajku, którym groził Związek Zawodowy Górników, kojarzony politycznie z Sojuszem Lewicy Demokratycznej, w zamian za co PiS-owski minister zobowiązał się do odstąpienia od wiązania wzrostu wynagrodzeń z wydajnością pracy. O wzroście płac w przedsiębiorstwie ma odtąd decydować jego wynik ekonomiczny.

Na pierwszy rzut oka wygląda to racjonalnie, ale kiedy uprzytomnimy sobie, że właśnie prokuratura listem gończym poszukuje Henryka Stokłosy, którego podejrzewa o udział w aferze w Ministerstwie Finansów, to przekonanie o racjonalności tego rozwiązania gwałtownie słabnie. Przecież afera ta polegała na załatwianiu za łapówki ulg podatkowych, zaś uzyskanie przez firmę takiej ulgi sprawia, że jej wyniki ekonomiczne momentalnie się poprawiają.

Dla każdego jest oczywiste, że w tej sytuacji nie ma sensu zawracać sobie głowy jakąś produkcją, czy innym wydobyciem, skoro jeden ruch piórem może przynieść jeszcze większe miliony. Nie twierdzę oczywiście, że na pewno tak będzie, ale – że może tak być, zaś zasada Murphy`ego głosi, że jeśli tylko coś może źle pójść, to na pewno pójdzie.

Minister Woźniak zgodził się też, by każda ewentualna prywatyzacja spółki węglowej była negocjowana oddzielnie, zaś Kompania Węglowa ma być dokapitalizowana już w marcu kwotą 170 mln zł. 170 mln zł to ani dużo, ani mało, ale raczej dużo, chociaż w przeliczeniu na jednego mieszkańca, którzy, jako podatnicy, będą musieli się na to złożyć, to niedużo, bo tylko niecałe 5 złotych.

Kompania Węglowa jest największą firmą górniczą w Europie; grupuje 17 kopalń i 5 zakładów, przynosząc połowę krajowego wydobycia węgla kamiennego. W roku 2006 Kompania wydobyła około 50 mln ton, z czego ok. 40 mln ton sprzedała w kraju, a resztę – na eksport. Średnia cena zbytu węgla sprzedawanego przez Kompanię wyniosła w sprzedaży krajowej 165,34 zł za tonę, a w eksporcie – 154,32 zł za tonę.

Kompania żyje ze sprzedaży węgla, bo z tego właśnie pochodzi ponad 90% jej wpływów. Tymczasem światowa koniunktura na węgiel nieco się pogorszyła, bo o ile jeszcze w roku 2004 węgiel kosztował 79 dolarów za tonę, to w roku 2006 – już tylko 51 dolarów za tonę. Licząc po 3 zł za dolara, wychodzi, że z punktu widzenia Kompanii eksport węgla jest nieopłacalny.

Według wyliczeń, minimalna opłacalność w eksporcie byłaby osiągalna przy cenie w portach, a więc z uwzględnieniem kosztów dowozu, na poziomie 60 dolarów za tonę, czyli co najmniej 180 zł. O tym, przy dzisiejszych cenach światowych, oczywiście nie ma mowy.

Skąd biorą się koszty Kompanii Węglowej? Według informacji pochodzących z Kompanii, około 25% jej wydatków stanowią zobowiązania pracownicze, około 30% – zobowiązania publicznoprawne, a ponad 40% – zobowiązania cywilnoprawne. Zobowiązania publicznoprawne, to przede wszystkim ZUS, pochłaniający w ostatnim roku 1.376 mln zł – oraz podatki – 1.328 mln zł.

Ale to nie wyczerpuje chyba zagadnienia, bo przecież w zobowiązaniach cywilnoprawnych ukrytych jest całkiem sporo zobowiązań publicznoprawnych, choćby w postaci VAT-u, podobnie zresztą, jak w zobowiązaniach pracowniczych, w których z kolei zobowiązanie publicznoprawne ukryte jest w postaci podatku dochodowego od osób fizycznych. Zatem, tak naprawdę, skala zobowiązań publicznoprawnych Kompanii Węglowej jest znacznie większa, niż 30%, jaki pozornie wynika z wyliczenia zaprezentowanego w sprawozdaniu Kompanii.

A skąd wśród związkowców ta rezerwa wobec prywatyzacji, ujawniona w postulacie, by wszystko „negocjować” odrębnie? To oczywiste. Jeśli w roli „krwiopijcy” występuje państwo, to można z niego wiele wyssanej krwi odessać sobie z powrotem, co w przypadku „krwiopijcy” prywatnego nie byłoby raczej możliwe.

Państwo, zwłaszcza w osobach swoich dygnitarzy przyciśnięte do ściany, zawsze znajdzie sposoby, by zmusić swoich podopiecznych do podreperowania swego prestiżu. Skoro zatem można wybrać sobie „krwiopijcę”, to z punktu widzenia związkowego państwowy jest idealny.

Drugi powód , to struktura zatrudnienia, która w samej Kompanii i chyba w ogóle w górnictwie uważana jest za „niekorzystną”. Objawia się to w tym, że trzy czwarte zatrudnionych pracuje pod ziemią, podczas gdy jedna czwarta – na powierzchni.

O ile w przypadku pracowników dołowych mówi się o niedoborze zatrudnienia, o tyle na powierzchni występują tzw. przerosty. Wpływa to również na kształt płac; bo jeśli średnia wynosi ok. 4.300 zł brutto, to według wszelkiego prawdopodobieństwa lokomotywa ciągnąca tę średnią znajduje się na powierzchni, a nie pod ziemią.

No a przywódcy związkowi – na powierzchni oni, czy pod ziemią? Czy aby nie na powierzchni, razem z „krwiopijcami”? Oto co, w porównaniu do koszmarnych czasów „dzikiego kapitalizmu” dodatkowo komplikuje sytuację.


Informacje pochodzą z portalu Michalkiewicz.pl -
http://michalkiewicz.pl/gp_2007-02-02.php
Wykorzystane za zgodą Autora. Dziękujemy.

Publikacja dla „Gazeta Polska” · 2 lutego 2007
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 100% [1 głos]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [0 głosów]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]