Nawigacja
 
Pero, pero, bilans musi wyjść na zero!
Za pierwszej komuny partia odgrażała się, że komunizm wkrótce zwycięży na całym świecie. Zwykli ludzie pocieszali się w tym strapieniu anegdotką z 1968 roku, kiedy to wojska Układu Warszawskiego wtargnęły do Czechosłowacji. W ramach pacyfikowania nastrojów odbywały się tam różne mityngi i podobno na jednym z nich jakiś politruk zapowiedział, że wkrótce zapanuje tu komunizm.

W zapadłej nagle trwożnej ciszy rozległ się głos jakiegoś człowieka: „Ja se ne boim! Ja mam raka!”. Jeśli nawet to nieprawda, to oddaje ówczesne nastroje. Myśl, ze komunizm może zwyciężyć na całym świecie, wielu ludzi wprawiała w autentyczne przerażenie. Mnie też.

Dlatego pamiętam uczucie wielkiej ulgi na wieść, że pewien uczony ekonomista powiedział, że jest to niemożliwe, bo przynajmniej jedno państwo musi pozostać normalne, to znaczy – niekomunistyczne.

Na pytanie – dlaczego, odpowiedział, że gdyby komunizm zwyciężył na całym świecie, to od tego momentu nikt nie wiedziałby już, ile co naprawdę kosztuje. Dlatego – wywodził ów uczony – przynajmniej jedno państwo musi pozostać normalne, bo nawet w komunizmie trzeba wiedzieć takie rzeczy.

Przypomniała mi się ta historia 6 lutego, kiedy to rząd ogłosił program ratunkowy dla służby zdrowia. Tzn. tak naprawdę niczego nie ogłosił, tylko zapowiedział, że wesprze 8 dużych szpitali, a pozostałe muszą spłacić swoje długi same, a jeśli nie potrafią, to zostaną zamknięte. Ciekawe, kto wtedy pospłaca długi tych szpitali, które mają przecież swoje „organy założycielskie”, ale o to niech martwią się wierzyciele.

Jak szpitale mają spłacić długi? Tego, ma się rozumieć, nikt nie wie i na tym, jak się wydaje, zasadza się ów ratunkowy program, jeśli oczywiście nie liczyć „dodatkowych ubezpieczeń” – to znaczy – kolejnej podwyżki podatków, tym razem nazwanych „dodatkowymi ubezpieczeniami”

Dlaczego „dodatkowymi”? No bo raz jużeśmy się wszyscy „poubezpieczali” w momencie, kiedy 7,5% płaconego przez nas podatku dochodowego od osób fizycznych, zostało nazwane „składką ubezpieczenia zdrowotnego” i przekazane najpierw „kasom chorych”, a kiedy rząd SLD, nie mogąc wysiudać zadekowanych w tych „kasach” polityków AWS i Unii Wolności wszystkie je porozwiązywał – Narodowemu Funduszowi Zdrowia, obsadzonemu już, jak się należy, klientami Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Od razu było wiadomo, że byle czego, to oni nie zjedzą, ani nie wypiją, więc na leczenie pacjentów na pewno nie starczy pieniędzy. No i teraz, kiedy wyszło szydło z worka, mówi się o „dodatkowym” ubezpieczeniu, no bo skąd wziąć szmalec? Jak mówił Władysław Gomułka, „z próżnego i Salamon nie naleje”, więc ktoś musi nalać. A kto? No przecież wiadomo, że podatnik, z tym, że na tę okoliczność mianowany „pacjentem”.

Ta sytuacja pokazuje, jak wielką rolę w gospodarce narodowej odgrywa językoznawstwo i nie dziwimy się tak Józefowi Stalinowi, że on też tą dyscypliną się zajmował. W końcu rządzenie państwem demokratycznym polega przede wszystkim na wymyślaniu co jakiś czas efektownych bajerów, które zaczynają roztrząsać publicyści i biorą na warsztat naukowcy i eksperci , wskutek czego ludzie myślą, że to wszystko naprawdę, dzięki czemu można bezpiecznie golić ich do gołej skóry.

Jak zaczynają kapować, że coś z nimi nie tak, trzeba wymyślić następny bajer – i wszystko zaczyna się od początku. To właśnie dlatego za pierwszej komuny były plany – trzyletni i sześcioletni, sławione płatnym językiem przez natchnionych twórców, a potem kolejne „pięciolatki”, przez które brnęliśmy w coraz to głębszy dobrobyt, aż doczekaliśmy się kartek, najpierw na cukier, a potem – na wszystko.

Wtedy bajer już nie wystarczył i trzeba było wyprowadzić na ulicę wojsko, ale potem znowu pojawił się, a to „pierwszy”, a za nim nawet „drugi etap reformy” – i tak doczekaliśmy „transformacji ustrojowej”, w ramach której „reformy”, a nawet „głębokie reformy” robione są w każdej kadencji Sejmu. Dlatego też coraz bardziej upowszechnia się porzekadło, że „niczyje życie, zdrowie, ani mienie nie jest bezpieczne, gdy trwa sesja Sejmu”, będące współczesny odpowiednikiem okrzyku wspomnianego na początku czeskiego starowiny.

Ale mniejsza już o to, bo volenti non fit iniuria, czyli – chcącemu nie dzieje się krzywda, więc jak ludzie chcą być goleni, to niechże będą; nikt nic na to poradzić nie może i nawet nie wiem, czy powinien, bo w końcu czego oczy nie widzą , o to serce nie boli. W takiej sytuacji lepiej chyba nie wiedzieć, niż wiedzieć, bo – jak powiadają Rosjanie – „kto nie wie, ten śpi w poduchach, a kto wie – tego wiodą w łańcuchach”.

Nikogo nie trzeba uszczęśliwiać na siłę; wół lubi trawę, a świnia pokrzywy, niechże więc każdy ma to, na czym mu zależy. W tej sytuacji, uwolnieni z poczucia obowiązku niesienia wiadomego kaganka, możemy spokojnie zastanowić się, skąd właściwie w szpitalach narobiło się tyle długów, skoro przecież tylu głowaczy skrupulatnie wyliczyło co do złotówki wartość społecznych potrzeb na odcinku ochrony zdrowia?

Wygląda na to, że wszystkiemu winna gospodarka planowa, której nieodłącznym elementem jest ustalanie cen przez czynowników od planowania, a nie przez rynek. Jest w tym logika, bo rynek jest nieprzewidywalny, podczas gdy w urzędzie, wiadomo – co zapiszesz piórem, tego nie wyrąbiesz toporem. Dlatego w planach wszystko się bilansuje, zgodnie z popularną piosenką: „pero, pero, bilans musi wyjść na zero”, a skoro „musi” – to i wychodzi, jakże by inaczej, ale tylko w papierach.

W życiu nic zbilansować się nie chce, bo dekretowane z sufitu przez czynownictwo koszty nie wytrzymują konfrontacji z rynkową rzeczywistością. Uzależnieni od czynownictwa administratorzy udają przed zwierzchnością, że wszystko jest w jak najlepszym porządku – aż wreszcie okazuje się, że nie ma innego wyjścia, tylko „dodatkowe ubezpieczenia”.

Bo żeby odejść od komunizmu – mowy nie ma! Jak jest rozkaz, że ma zwyciężyć, to zwycięży, choćby nawet wszystkim trzeba było ogolić razem ze skórą.


Informacje pochodzą z portalu Michalkiewicz.pl -
http://michalkiewicz.pl/gp_2007-02-14.php
Wykorzystane za zgodą Autora. Dziękujemy.

Publikacja dla „Gazeta Polska” · 14 lutego 2007
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?