Nawigacja
 
Ministrowie się zmieniają - my płacimy

Pan Dorn złożył dymisję z funkcji ministra. Pan premier uszanowawszy wolę pana wicepremiera dymisję przyjął do wiadomości. Co z tego wynika dla nas, prócz pożywki dla mediów?

Do niedawna, a przypuszczam że niewiele się zmieniło, było tak, że odchodzący ministrowie mieli pewne trzymiesięczne wynagrodzenie podstawowe, dodatek funkcyjny, i "za wysługę lat" (za to że pracowali wcześniej i dostawali za to już wcześniej pieniądze).
Dodatkowo, jeśli nowa praca jest gorzej płatna, to przez trzy miesiące różnice w dochodach "rządowych" i nowych pokryje "budżet państwa", czyli my, podatnicy. Słodkie życie - ich oczywiście, a nie nas, ograbianych na rzecz klasy próżniaczej.

Oczywiście na miejsce ministrów odchodzących pojawią się nowi, za których też zapłacimy.

Nie chodzi oczywiście o to by nie było dymisji, tylko mniej bezczelnej zachłanności władzy na nasze pieniądze.
Czy UPR oparłaby się pokusie "podtrzymania koryta", gdyby miała na to wpływ? Takie rzeczy miały miejsce, nie tylko w stanie Kalifornia za czasów pana Reagana, więc trzeba wierzyć, że i nam by się udało.


Artykuł pochodzi z portalu Unii Polityki Realnej -
http://www.upr.org.pl/main/artykul.php?strid=1&katid=156&aid=4605
Wykorzystany za zgodą Autora. Dziękujemy.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?