Nawigacja
 
Polska nieprzyjazna przedsiębiorcom
Tydzień temu ukazał się doroczny ranking Państw przyjaznych biznesowi opracowany przez Bank Światowy. Polska zajęła w nim 75 miejsce na 185 badanych państw plasując się na szarym końcu krajów należących do Wspólnot Europejskich. Oznacza to spadek o jedną pozycję w porównaniu z rokiem ubiegłym. Nie wygląda o­n – pozornie - dramatycznie, jednak niepokojące jest, że w ciągu ostatniego roku zdołały nas wyprzedzić państwa takie jak Rumunia, Gruzja czy Chiny, czyli kraje, o których zwykliśmy myśleć, ze pozostają w tyle za nami pod względem rozwoju gospodarczego.

Szczególnie nisko zostaliśmy ocenieni w kategoriach takich jak: możliwość uzyskania kredytów na działalność biznesową, czas potrzebny na rejestrację firmy, wysokie podatki, ilość płatności podatkowych w ciągu roku, łatwość egzekucji zobowiązań, uzyskiwanie licencji i pozwoleń. Nie dziwi to specjalnie chyba nikogo, komu dane było prowadzić działalność gospodarczą w Polsce. Spora część deklaracji wyborczych PiS, takich jak: zmniejszenie biurokratycznych wymogów dla przedsiębiorców, utworzenie słynnego „jednego okienka” do załatwiania wszystkich formalności związanych z rejestracją działalności czy usprawnienia sądownictwa i pracy komorników, do tej pory pozostały jedynie na papierze. A szkoda, bo byłby to spory bodziec do pobudzenia przedsiębiorczości.

Zastanawiać może fakt, iż rząd nie wykazuje odpowiedniej determinacji w usuwaniu biurokratycznych barier hamujących rozwój gospodarki w sposób porównywalny z wysokimi podatkami. O ile nie jest specjalnie dziwne, że UPR-owskie hasło „mniej podatków” napotyka na opór kasty urzędników żerujących na podatnikach, o tyle kwestia odciążenia przedsiębiorców od wykonywania czynności związanych z biurokratyczną otoczką gospodarki byłaby pewnym kompromisem między socjalistyczną rzeczywistością, a rozwojem gospodarczym. Pragnę przypomnieć, że z punktu widzenia przedsiębiorcy nie ma specjalnego znaczenia czy zapłaci o­n „haracz” z tytułu różnorakich podatków od działalności czy wyda pieniądze na dojazdy między „kilkoma okienkami” niezbędnymi do założenia działalności, poniesie koszty zatrudnienia pomocnika, który pomoże mu w wypełnianiu biurokratycznych obowiązków oraz wielu przelewów z tytułu rozmaitych płatności. Tak więc wspomniane hasło głoszone przez UPR od kilkunastu lat należy rozumieć nieco bardziej ogólnie: „mniej podatków” oznacza nie tylko postulat zmniejszenia podatków jako takich, ale również ograniczenia innych kosztów prowadzenia działalności spowodowanych wymogami podyktowanymi prawem, ale niekoniecznie istotnymi z punktu widzenia państwa i przedsiębiorcy – podatnika.

Czy w sytuacji powyższych spostrzeżeń dziwi fakt, że polscy przedsiębiorcy decydują się na otwieranie działalności w Wielkiej Brytanii? Od momentu wejścia do UE 40 tysięcy firm prowadzonych przez polskich przedsiębiorców zostało zarejestrowanych na terenie Wielkiej Brytanii. Chciałbym zwrócić uwagę na trzy szczegóły:

1.opuściły nas jednostki przedsiębiorcze i zaradne, znające języki obce – czyli krótko mówiąc te, których obecność w Polsce byłaby jak najbardziej wskazana.

2.zważywszy, że 40.000 firm płaci podatki za granicą, oznacza to, że Skarb Państwa nie uzyskał przychodów z samych składek na ubezpieczenia społeczne kwoty przynajmniej 0,5 mld zł rocznie (przy założeniu, że są to jednoosobowe działalności). Kwoty zmniejszonych wpływów z tytułu innych obciążeń podatkowych trudne są do oszacowania, ponieważ ich wysokość zależna jest od uzyskiwanej dochodowości. Jednak roczna kwota 1 mld zł wydaje się minimalną roczną sumą utraconych wpływów budżetu.

3.w związku ze zmniejszeniem się wagi granic między państwami i większą mobilnością ludności, nie można oczekiwać, że polscy podatnicy kierować się będą w swych poczynaniach patriotyzmem. Wspólny rynek spowodował konkurencję między państwami wchodzącymi w skład Wspólnot Europejskich – w efekcie tego nieuniknione jest tworzenie dogodnych warunków dla swoich (i cudzych…) obywateli do rozwoju przedsiębiorczości. W przeciwnym wypadku poważną groźbą jest utrata najbardziej przedsiębiorczych jednostek, które zaczną pracować na rzecz bardziej konkurencyjnych państw.

Czy zatem Polska zmieni swe podejście do biznesu, stanie się krajem przyjaznym dla własnych obywateli i zacznie w końcu popierać przedsiębiorczość? Czy będziemy w stanie wyciągnąć wnioski z odpływu przedsiębiorców na wyspy brytyjskie i ułatwić funkcjonowanie firm w naszym kraju? Czy raczej zgodnie ze słowami jednego z polskich poetów „nową przypowieść Polak sobie kupi, że i przed szkodą i po szkodzie głupi”? Czas pokaże…


Artykuł pochodzi z portalu Unii Polityki Realnej -
http://www.upr.org.pl/main/artykul.php?strid=1&katid=156&aid=4829
Wykorzystany za zgodą Autora. Dziękujemy.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?