Nawigacja
 
Kłamstwo statystyczne
Statystyka - mądrze brzmiące słowo. Wydaje się jednak, że zdobycze tej starej, bo wywodzącej się już ze starożytnych spisów ludności, nauki wykorzystywane są w obecnych czasach mniej mądrze. Media chętnie żonglują procentami przedstawiając nam opinię społeczeństwa na jakiś temat, prognozy przedwyborcze czy reklamując nowe produkty. Liczby te mogą jednak łatwo wprowadzić w błąd osoby, którym nie było dane zaprzyjaźnić się ze statystyką. Natomiast ci, którzy taką przyjaźń zawarli, często odczuwają brak danych niezbędnych, by liczby te odpowiednio zinterpretować. Aby więc nie dać się zbyt łatwo zwieść magii statystyki, warto zastanowić się skąd się te liczby biorą i co właściwie oznaczają.

Zacznijmy od tego, dlaczego w ogóle przeprowadza się sondaże. Odpowiedź jest prosta - są łatwe do przeprowadzenia i stosunkowo tanie. Zwykle instytucje chcące poznać opinię ogółu nie mają fizycznej możliwości ani środków, by spytać każdego z osobna. Takie "pójście na łatwiznę" pociąga za sobą jednak oczywiste koszty - niepewność. Wyniki otrzymane w taki sposób nie dają nigdy pełnego obrazu zjawiska, a jedynie pokazują pewne społeczne trendy. Przedstawiając ich wyniki media zdają się jednak o tym zapominać. Prezentują nam z przejęciem ciągi liczb i procentów, rosnące kolorowe słupki, pnące się i opadające linie, precyzyjnie podzielone koła. Wrażenie ma też robić nazwa poważnych organizacji, które przeprowadziły badania na reprezentatywnej próbie populacji. Dobrze brzmi, ale co właściwie oznacza?

Liczba rzeczywistości nierówna

Aby pokazać, jak łatwo statystyka może zniekształcić rzeczywistość posłużę się prostym przykładem. Załóżmy, że chcę zbadać spożycie alkoholu na moim piętrze. Ja wypijam butelkę wina tygodniowo (ok. 75g czystego alkoholu), mój sąsiad z naprzeciwka raz w tygodniu skusi się na piwo (25g), za to nasza sąsiadka lubi zaszaleć i codziennie wypija ćwiartkę czegoś mocniejszego (w skali tygodnia 700g). W świetle statystyki każda osoba mieszkająca na moim piętrze wypijają tygodniowo ponad 10 piw, 3 i pół butelki wina lub prawie 0,7 czegoś mocniejszego (ponad 250g czystego alkoholu tygodniowo na jedną osobę). Jak dobrze odzwierciedla to stan faktyczny? Raczej marnie... Opisany przypadek jest dość ekstremalny, podałam go jednak, żeby pokazać, jak zwodnicza może być statystyka. Aby zapobiec takiemu zniekształceniu wystarczyło by zaprezentować dane w innej formie: 1/3 osób z mojego piętra spożywa piwo tygodniowo, 1/3 wino i 1/3 1,75 litra trunków wysokoprocentowych. Sytuacja tu opisana jest jednak o tyle dobra, że przebadane zostały wszystkie osoby, których dotyczyło badanie, a więc wszyscy mieszkańcy mojego piętra. Nie ma to jednak nigdy miejsca w badaniach sondażowych - nie sposób przecież zapytać wszystkie osoby mające czynne prawo wyborcze, na kogo zamierzają oddać swój głos w nadchodzących wyborach. I tu pojawia się problem doboru próby do badania.

Próba taka powinna być reprezentatywna, tzn. wybrana tak, by zachowana była struktura populacji pod względem istotnych cech. W doborze próby powinno się uwzględniać płeć, wiek, wykształcenie, zawód, zarobki, miejsce zamieszkania. Nie można wykluczyć sytuacji, że nie uwzględni się jakiejś cechy mającej istotny wpływ na badaną zmienną. Jako dobry przykład błędnego doboru próby można przywołać sondaż przeprowadzony przez pismo "Literary Digest" przed wyborami prezydenckimi w USA w 1936 roku. Wskazywał on na ogromną przewagę republikańskiego kandydata Alfa Landona nad kandydatem demokratów - Franklinem Delano Rooseveltem. Wynik okazał się jednak przeciwny do oczekiwanego. Dlaczego? Wśród osób przebadanych przez "Literary Digest" były głównie osoby zamożne, prenumerujące to czasopismo, co więcej będące republikanami... Historia ta powinna uczulić nas na to, by na wyniki różnych sond publikowanych na stronach wielu portali internetowych patrzeć z odpowiedniej perspektywy. Można przecież przypuszczać, że osoby udzielające tam odpowiedzi, to stali bywalcy tych portali, często o spójnych z ich treścią poglądach. Uzyskane więc w ten sposób wyniki niewątpliwie nie oddają poglądów całości populacji. Mogą nam co najwyżej powiedzieć o tym, jacy są użytkownicy danego portalu. Zniekształceń takich pozbawione powinny być sondaże prowadzone przez niezależne centra badania opinii publicznej, są jednak błędy których i takie badania nie unikną.

Błądząc statystycznie

Nie sposób uniknąć przecież błędu statystycznego. Może on wynikać z wielu nie zawsze możliwych do zidentyfikowania i wyeliminowania czynników środowiskowych, błędów popełnianych przez osoby prowadzące badanie czy wad samej techniki badania. Jest on nieodłączną częścią wszystkich badań statystycznych i należy jedynie zadbać, by mieścił się w jakichś rozsądnych granicach (za takowe przyjmuje się 3%, maksymalnie 6%). Nie rozumiem tylko dlaczego wartość tego błędu nie jest również nieodłączną częścią prezentacji wyników badań... Liczba ta jest przecież niezbędna, by właściwie zinterpretować serwowane nam procenty. Co właściwie oznacza fakt, że jakaś idea cieszy się w poparciem 20% badanych (pamiętajmy, że liczby te dotyczą przebadanych osób, a o wartościach tych statystyk dla społeczeństwa jedynie wnioskujemy!)? Odpowiedź jest zależna od błędu pomiaru. Jeśli wynosi on 2%, to możemy powiedzieć (nawiasem mówiąc nigdy ze 100% pewnością - przyjęty jest poziom ufności 95%), że w społeczeństwie poparcie dla tej idei wynosi 18-22%. jeśli błąd jest większy, np. 5%, to możemy już mówić o 15-25% poparcia (a wszystko, przypominam, z pewnością 95%). Brzmi to już nieco bardziej mętnie i mniej nam mówi niż poparcie 20%, ale takie ma to rzeczywiste znaczenie... Okazuje się więc rzeczywistość jest bardziej złożona niż nam się to przedstawia...
Z błędem statystycznym wiąże się jeszcze jedna ważna kwestia. A mianowicie przewaga jednego kandydata nad drugim w sondażach przedwyborczych. Jeśli kandydat X ma poparcie 32%, kandydat Y 34%, a błąd wynosi 3%, to oznacza to, że poparcie dla kandydata X może w społeczeństwie wynosić 30-34%, a dla kandydata Y 32-36%. I cóż? Okazuje się, że gdy uwzględnimy błąd statystyczny, to przewaga Y nad X nie jest już w cale taka oczywista...

Szaleństwo w metodzie...

W prezentowanych wynikach badań opinii publicznej, poza wartością błędu, często brakuje również informacji o sposobie ich przeprowadzania. A dane takie także mogą mieć wpływ na to, jak interpretować wyniki. Pierwszą ważną kwestią jest to czy poruszany w sondażu problem w ogóle dotyczy osoby badanej. Jeśli chodzi o sondaże przedwyborcze czy przedreferendalne, wystarczającym kryterium wydawać by się mogło posiadanie przez badanego prawa głosu. Kiedy jednak przypomnimy sobie, jaka frekwencja rzeczywiście towarzyszy wyborom czy referendom, kryterium to wydaje się niepełne. Bo skoro frekwencja, wynosi 40%, to 60% osób, które udzieliły odpowiedzi w sondażu, nie pójdzie na wybory. Pojawia się, więc pytanie, które to będzie 60% i czy rozłoży się równo pomiędzy zwolennikami różnych opcji? Mi osobiście wydaje się to raczej wątpliwe - zainteresowanie polityką i uczestnictwo w życiu obywatelskim powinno być zmienną uwzględnianą w doborze osób do tego rodzaju sondaży. Zastanawiam się, czy w innych również nie było by one przydatne. W końcu osoba niezainteresowana może nie mieć opinii na badany temat, odpowiedź jej niewiele więc wniesie do badań. Wydaje się tu zasadne, by wszystkie badania zaczynały sie od tzw. pytania filtrującego - sprawdzającego, czy dany problem dotyczy osoby badanej, czy jest jej znany. Niezwykle rzadko podaje się informacje o tym, czy pytanie takie zostało zastosowane, a przecież wyniki badań z i bez takiego pytania będą zupełnie co innego oznaczać! Jako ciekawostkę podkreślającą istotność pytań filtrujących, chciałabym wspomnieć o badaniach, w których ankieterzy pytali ludzie o zupełnie fikcyjne problemy czy osoby. Okazało się, że część respondentów miała opinię na ich temat, chociaż nie miała możliwości się z nimi zetknąć!

Ważne jest również sformułowanie samych pytań, a ich forma nie zawsze jest znana odbiorcom wyników badań sondażowych. Pierwsza kwestia to typ zastosowanego pytania - otwarte lub zamknięte . Gdy mamy do czynienia z wyborem spośród ograniczonego, z góry narzuconego zbioru odpowiedzi, to powstaje pytanie, na ile projektujący badanie uwzględnił wszystkie pojawiające się w społeczeństwie opcje. O ile w sondażach przed ważnymi wydarzeniami politycznymi, jest to sprawa prosta - wystarczy zawrzeć wszystkie opcje, które pojawią się na karcie do głosowania, to kiedy badamy opinię na tematy społeczne czy obyczajowe, jest to o wiele bardziej skomplikowane. Nie bez znaczenia jest również samo sformułowanie pytania. Warto dbać o precyzyjność określeń, gdyż sformułowania wieloznaczne mogą wpływać na udzielane przez badanych odpowiedzi. Co więcej okazuje się, że słownictwo użyte do opisania problemu może wywoływać pewne skojarzenia czy nastawienia emocjonalne. I tak okazuje się np., że poparcie dla wydatków na "pomoc społeczną" jest mniejsze niż dla wydatków na "pomoc dla biednych", a "powstrzymywanie wzrostu przestępczości" cieszy się większym poparciem niż "egzekwowanie prawa". Warto pamiętać, że podawane nam procenty dotyczą nie rzeczywistych opinii osób badanych, ale ich odpowiedzi na konkretne pytania. W związku z tym, że ich forma nie jest bez znaczenia, zasadne wydaje się ich przedstawianie wraz z wynikami sondażu, co niestety nie zawsze ma miejsce.
Biorąc pod uwagę, że w sondażach odpowiedzi na konkretne pytania udzielają również konkretne osoby, przyjrzyjmy się jeszcze tego konsekwencjom. Ponieważ badania takie wiążą się zwykle z kontaktem z drugą osobą i raczej nie bywają utajone, to pytane osoby, udzielając odpowiedzi mogą mieć na względzie chęć zaprezentowania się w jakiś, zazwyczaj korzystny dla siebie, sposób. Jak pokazały sondaże z pytaniami dotyczącymi fikcyjnych problemów, niektórzy wolą udać, że mają opinię niż przyznać się do braku wiedzy na jakiś temat. Niewątpliwie ankietowane są też niekiedy osoby, które nie wyrażą w odpowiedzi na pytanie obcej w końcu osoby poparcia dla niepopularnej idei czy opcji politycznej, w obawie o swój wizerunek w jej oczach, choć jednocześnie nie będą mieć oporów, by opowiedzieć się za tą właśnie ideą w tajnym głosowaniu. Osoby nie mające zdania mogą odpowiadać tak, jak odpowiada większość, co powoduje "efekt śnieżnej kuli" i wzrost poparcia dla najpopularniejszych idei czy opcji politycznych w kolejnych sondażach. Otwarta pozostaje również kwestia na ile szczerze i odpowiedzialnie odpowiadać będą ankietowani świadomi tego, że ich odpowiedź nie ma mocy sprawczej takiej, jaką ma w trakcie wyborów czy referendum. Badacze opinii publicznej zakładają optymistycznie dobrą wolę i prawdomówność badanych. Nie wiemy jednak, na ile takie założenia są uzasadnione...

Na koniec chciałam poruszyć jeszcze jedną, ale w cale nie najmniej ważną kwestię. A mianowicie wpływ samego badania opinii publicznej na tę opinię. Wydaje się, że sondaże kształtować mogą opinię osób niezdecydowanych, które zamiast samodzielnie zgłębić problem pójdą za głosem większości, a grupa ta jest w wielu przypadkach całkiem liczna. Co więcej procenty mogą zapewne zasiać zwątpienie wśród tych, którzy reprezentują przedstawianą przez nie mniejszość. Możliwa jest też demobilizacja osób reprezentujących większość, bo "skoro wszyscy tak myślą"... Wchodzą tu w grę jeszcze zapewne inne rozliczne mechanizmy psychologiczne czy socjologiczne, ale to nie one są przedmiotem rozważań w niniejszym tekście. Mam jednak nadzieję, że udało mi się pokazać, jak niewiele w praktyce znaczą owe magiczne prezentowane w mediach procenty. Jak powiedział Jean Cocteau: Nie należy mylić prawdy z opinią większości. Ja dodam tylko - a już szczególnie z opinią większości nielicznej zwykle grupy respondentów odpowiadającej ankieterowi na zadane pytania. Dlatego ufajmy naszej prawdzie i realizujmy ją na co dzień, nie przejmując się się, że sondaże pokazują, że jest ona niepopularna. Kto powiedział, że my również nie możemy kreować ich wyników?

Joanna Wróbel

Kraków, 19/03/2007 r.
studentka psychologii UJ



Redaktor naczelna portalu, o którym usłyszycie już niedługo! Czekamy na Wasze komentarze.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 0% [0 głosów]
Bardzo dobre Bardzo dobre 100% [1 głos]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]