Nawigacja
 
„Okręt flagowy” Platformy czyli o projekcie zmian w ordynacji wyborczej
Kilka dni temu Platforma Obywatelska przedstawiła proponowany przez siebie projekt zmian w ordynacji wyborczej. Szumnie został on nazwany okrętem flagowym Platformy, co pozwala domniemywać, że kwestia związana z zasadami głosowania jest najwidoczniej w obecnej chwili najważniejszym problemem, który trapi czołowych polityków tej opozycyjnej formacji. Gratulując Platformie, że nie ma poważniejszych zmartwień, chciałbym pozwolić sobie na omówienie najważniejszych założeń przedstawionych propozycji.

Na początku chciałbym przyznać, że zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony – co prawda nie tyle samą esencją merytoryczną projektu, co terminem zgłoszenia tych poprawek. Nie wiem czy Państwo sobie przypominają, ale do tej pory wszystkie próby majstrowania przy którejś z ordynacji miały miejsce w okresie mniej więcej pół roku przed wyborami, których owa ordynacja dotyczyła. To jest bowiem ten moment, w którym można już na podstawie aktualnych badań opinii publicznej wysnuć pewne wnioski na temat spodziewanych wyników wyborów i szybko zmienić zasady liczenia głosów z metody d’Hondta na St. League’a (lub na odwrót) motywując to obłudnie głęboką troską o Polskę, która niechybnie popadłaby w ruinę gdyby nie działania parlamentarzystów z jeszcze-pół-roku-rządzącej większości. Tak więc trzeba pochwalić Platformę za to, że zdecydowała się na poruszenie tematu ordynacji w sytuacji, kiedy do najbliższych wyborów do parlamentu pozostało jeszcze dwa i pół roku.

Skoro już jestem przy pochwałach – to wydaje mi się, ze pozytywnie można też odebrać pomysł ujednolicenia przepisów dotyczących wszystkich wyborów. Na pewno sytuacją daleką od optymalnej jest to, że w zależności od typu wyborów w różnych godzinach otwarte są lokale wyborcze, że przy niektórych głosowaniach trzeba kwitować odbiór karty własnoręcznym podpisem, a przy innych nie itd. Wprowadzenie pewnych standardów jest uporządkowaniem istniejącego bałaganu i z pewnością ułatwi ono społeczeństwu zrozumienie zasad rządzących wyborami.

Jednak Platforma chce wprowadzić również inne zmiany w zakresie dopuszczalnych form głosowania. Proponowane jest dopuszczenie głosowania korespondencyjnego, przedterminowego, przez pełnomocników wyborczych oraz przez Internet. Pomimo faktu, że na pierwszy rzut oka wygląda to na nowoczesne rozwiązanie ułatwiające wyborcom głosowanie, chciałbym zwrócić uwagę na kila szczegółów.

Po pierwsze – to nie Państwu powinno zależeć, żeby jak największe grono obywateli oddało swój głos. To świadomi obywatelsko wyborcy powinni chcieć wyrazić opinię na temat swej wizji Polski. Jeśli wysiłek w postaci konieczności udania się do lokalu wyborczego sprawia, że część wyborców woli pozostać w domu i zrezygnować ze swego prawa głosu, to najwidoczniej osoby te nie przywiązują wagi do losów kraju albo nie mają skonkretyzowanych preferencji wyborczych. Jeśli więc ich głosy mają być oddane na przypadkową partię z irracjonalnych pobudek, to może lepszym rozwiązaniem jest by jednak nie głosowały?

Po drugie – rozumiem troskę o osoby obłożnie chore, które chciałyby zagłosować, ale nie są w stanie fizycznie pojawić się w lokalu. Jednak czy proponowane zmiany skutecznie rozwiążą ten problem? Przykładem może być głosowanie przez pełnomocnika wyborczego. W takiej sytuacji bowiem chciałbym zadać pytanie – czy pełnomocnik wyborczy w swym pełnomocnictwie będzie miał napisane na kogo chory wyborca chciałby oddać swój głos, a przedstawiciel komisji będzie kontrolował czy głos został oddany zgodnie z preferencją wyborcy? Jeśli tak - to jest to niezgodne z konstytucją, która gwarantuje tajność głosowania. Jeśli nie – to jaka jest gwarancja, że pełnomocnik zagłosuje zgodnie z wytycznymi wyborcy?

Po trzecie – inne podobne słabości wiążą się z pozostałymi formami głosowania. Głosowanie przez Internet musiałoby umożliwić jednocześnie jednoznaczną identyfikację wyborcy oraz zachowanie tajności głosowania. Praktyczne wdrożenie tego pomysłu mogłoby stanowić pewien problem. Podobnie byłoby z głosowaniem korespondencyjnym, które mogłoby nasilić zjawisko kupowania głosów, zwłaszcza, że brak obowiązku pojawienia się w lokalu wyborczym zapewniłby większą anonimowość tego procederu, a rozłożenie czasowe głosowania dodatkowo by to ułatwiło.

Jak głosi stare powiedzenie „diabeł tkwi w szczegółach”, tak więc do pomysłów PO można odnosić się sceptycznie o ile nie zostanie zagwarantowana eliminacja pewnych negatywnych zjawisk, o których wspomniałem powyżej. Poza tym należałoby zapytać czy koszty „zaocznego” głosowania warte są poniesienia aby zapewnić te kilka dodatkowych procent frekwencji? Swojego czasu pojawił się pomysł, aby wprowadzić przymus głosowania – każdy wyborca, który nie oddałby głosu, miałby zostać ukarany grzywną. Powyższą koncepcję uważam za skrajnie bezsensowną ponieważ zmusza osoby totalnie niezainteresowane polityką do dokonywania wyboru na siłę. Znacznie lepiej oceniam pomysł, aby wybory były finansowane z kieszeni tych co chcą głosować – w myśl tej zasady wydanie karty do głosowania wiązać by się miało z minimalną odpłatnością pokrywającą koszty wyborów. Skoro wydatek rzędu jednego złocisza odstraszyłby kogoś od głosowania, byłby to dowód, że nie zależy mu na wyrażeniu swojej opinii, a wolę wyborców trzeba wszak szanować …

Przypominam na koniec, że Konstytucja 3 Maja, która została uznana za wyjątkowy dokument i której rocznicę obchodzimy do dzisiaj, odbierała prawo głosu szlachcie nie posiadającej nieruchomości wychodząc z założenia, że będzie ona skłonna odsprzedać swoje prawo głosu tym, którzy najlepiej za nie zapłacą. Posiadacze nieruchomości zostali zaś uznani za osoby zainteresowane stabilnością prawa i skłonne patrzeć perspektywicznie na pewne procesy zachodzące w kraju i społeczeństwie. Tak więc kierując się mądrością naszych praojców nie powinniśmy upatrywać sukcesu w wyższej frekwencji wyborczej a raczej utrzymywać pewne utrudnienia wyborcze – w końcu wymogiem nie jest jak przed laty konieczność posiadania nieruchomości, a tylko przezwyciężenie pewnego lenistwa i udanie się do urn… Przypuszczam, że gdyby twórcy Konstytucji 3 Maja usłyszeli argument PO, że „część społeczeństwa aktywnie spędzająca czas mogłaby nie dopełnić formalności związanej z pobraniem zaświadczenia o prawie do głosowania i skutkiem tego – zrezygnować z prawa głosu”, popukaliby się z politowaniem w czoło. I czyż nie mieliby racji?

Autor jest Prezesem Okręgu Mazowieckiego UPR
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 0% [0 głosów]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [0 głosów]
Dobre Dobre 50% [1 głos]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 50% [1 głos]