Nawigacja
 
O emisji dwutlenku węgla

Pod koniec marca Komisja Europejska ustaliła dla państw członkowskich limity wielkości emisji dwutlenku węgla. Prawie wszystkie nowoprzyjęte kraje otrzymały limity zdecydowanie niższe niż wnioskowane. Przykładowo Polska wystąpiła o 284 miliony ton, natomiast uzyskała zgodę tylko na 208,5 miliona, czyli o prawie 30% mniej. Zgodnie z prognozami ekspertów z Business Center Club spowolni to dynamikę wzrostu naszej gospodarki o 1% i przyczyni się do zahamowania tendencji spadkowej stopy bezrobocia.

Zgodnie z założeniami restrykcje w przyznawaniu limitów mają służyć zmuszeniu przedsiębiorców do wprowadzenia zmian technologicznych zmniejszających emisję gazów i tym samym stosowania metod produkcji bardziej przyjaznych dla środowiska. Pomijając wcale nieoczywisty negatywny wpływ emisji dwutlenku węgla na środowisko, chciałbym skoncentrować się na kilku innych zagadnieniach.

Po pierwsze – jeżeli nawet założymy, że mniejsze limity oznaczają dbałość o dobro wspólne jakim jest środowisko, to zmniejszanie emisji gazów ma sens wyłącznie w przypadku gdy zrobią to wszystkie kraje. Tymczasem większość z nich nie przejmuje się kwestiami ekologicznymi stawiając raczej na rozwój gospodarczy. Sprawi to, że ewentualne korzyści dla środowiska będą niewielkie, natomiast osłabi się konkurencyjność gospodarek państw członkowskich zmuszonych do ograniczenia produkcji. Tym samym – i tak symboliczne tempo wzrostu w krajach UE (w porównaniu z gospodarką światową) ulegnie jeszcze większej dysproporcji. Skłania to do retorycznego pytania czy przystępując do zbiurokratyzowanego eurokołchozu, aby na pewno poczyniliśmy słuszny wybór.

Po drugie – nie do końca rozumiem biadolenie nad niskimi limitami. Skoro uparliśmy się kilka lat temu by dołączyć do UE i zrezygnować z suwerenności Polski, to nie powinniśmy się dziwić, że decyzje gospodarcze, które normalnie podejmowalibyśmy sami, zapadają za naszymi plecami. Ewentualnym entuzjastom legalnych saksów w Wielkiej Brytanii chciałbym przypomnieć: praca w krajach UE nie jest możliwa dzięki członkostwu w tej organizacji! Wstąpienie do Europejskiego Obszaru Gospodarczego (wolny przepływ towarów, usług i kapitału) oraz do traktatu z Schengen (wolny przepływ osób) w zupełności by wystarczył, aby skorzystać z dobrodziejstw otwarcia rynków, a jednocześnie uniknąć wszelkich minusów w postaci obowiązku duplikowania na rodzimy grunt unijnego prawa czy przestrzegania norm, zaleceń, limitów i innych bzdur, którymi Unia tak hojnie nas obdarza. Tak więc skoro dobrowolnie zrezygnowaliśmy z suwerenności, to się teraz nie dziwmy. W tym miejscu powinno się nam nasunąć takie same pytanie jak w poprzednim punkcie…

Po trzecie – skoro przedsiębiorcy mają dokonać istotnych zmian w stosowanych technologiach, to koszty wdrożenia nowych rozwiązań w całości obciążą konsumentów. Wszelkie podatki i obowiązkowe obciążenia kosztów produkcji (jak na przykład opłaty za nabycie limitów emisji gazów na wtórnym rynku) zostaną przerzucone na finalnych odbiorców danej usługi. Każdy kto twierdzi, że podatek dla „trucicieli” obciąża przedsiębiorców stosujących nieekologiczne technologie, a nie konsumentów, jest albo ignorantem ekonomicznym albo zwyczajnym demagogiem. Czy zatem chcemy więcej płacić za nabywane dobra tylko dlatego, że Bruksela ograniczyła nam limity zmuszając przedsiębiorców do inwestycji w kosztowne technologie? Tak tak – zgadza się – zadajmy sobie po raz trzeci to samo pytanie…

Wbijmy sobie zatem do głów, że każde dodatkowe koszty obciążające przedsiębiorców przekładają się na wyższe ceny, tym samy zaś – na ogólne zubożenie społeczeństwa, niższy rozwój gospodarczy, wyższe bezrobocie i niższe pensje. Czy aby na pewno głosując kilka lat temu w referendum akcesyjnym właśnie tego chcieliśmy?

Autor jest Prezesem Okręgu Mazowieckiego UPR
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?