Nawigacja
 
Ulga zdrowotna czy prywatyzacja służby zdrowia?

W ciągu ostatnich dni, przy okazji strajku lekarzy, rząd zgłosił propozycję przywrócenia zlikwidowanej w 2001 roku ulgi zdrowotnej. Ma to być pomysł na odciążenie podatników korzystających z prywatnych placówek medycznych, z drugiej strony zaś – ma też zminimalizować szarą strefę wśród prywatnych lekarzy, którzy będą zmuszani przez pacjentów do wystawiania faktur za świadczone usługi. Ponadto, (ale o tym już się tak głośno nie mówiło) ma on spowodować przepływ pacjentów z państwowych przychodni do prywatnych. Generalnie sam pomysł nie jest zły, a wręcz można by go ocenić pozytywnie, ale jednak jest to swojego rodzaju ulepszanie socjalizmu i leczenie objawowe kryzysu w państwowej służbie zdrowia zamiast radykalnego rozwiązania problemu.

Wydaje mi się, że rząd w kwestii przywrócenia ulgi zdrowotnej kieruje się dwoma motywami. Po pierwsze - o czym już wspomniałem – rząd liczy zapewne, że przywrócenie ulgi spowoduje, że większa część pacjentów zdecyduje się skorzystać z prywatnej przychodni zamiast pójść do państwowej. Spowodowałoby to mniejsze oblężenie państwowych placówek oraz obniżyłoby koszty obciążające budżet NFZ. Ponadto nieco mniejsze kolejki w państwowych przychodniach i krótsze terminy oczekiwania na wizyty u lekarza oraz badania specjalistyczne mogłoby zostać odtrąbione jako kolejny sukces ekipy rządzącej.

Drugim powodem jest zapewne deklarowana od dawna chęć wprowadzenia kas fiskalnych w prywatnych gabinetach. Przywrócenie ulgi zdrowotnej spowodowałoby, że pacjenci zaczęliby się domagać od lekarzy faktur za świadczone usługi. Tym samym zaś – lekarze zaczęliby wykazywać większe dochody (dotychczas w pewnym odsetku ukrywane przed fiskusem), więc wpływy z płaconych przez nich podatków zrekompensowałyby zmniejszone przychody budżetu spowodowane wprowadzoną ulgą. A mniejsza liczba pacjentów w państwowym sektorze pozwoliłaby wygospodarować pewne środki na wynagrodzenie strajkujących lekarzy i być może - spowodować odwleczenie narastającego kryzysu w służbie zdrowia.

Tak zapewne sytuacja wygląda z punktu widzenia „strażników budżetu”. Jak zaś można ją ocenić z punktu widzenia podatnika?

Reaktywacja ulgi na pewno ma kilka plusów. Po pierwsze – do tej pory klienci korzystający z usług prywatnego lecznictwa płacą za to samo podwójnie – raz w przymusowej składce na ubezpieczenie zdrowotne (porównajmy jej horrendalną wysokość ze stawką około 4% u naszych południowych sąsiadów), drugi raz - uiszczając opłatę za wizytę u lekarza. Ulga pozwoliłaby zmniejszyć tą jawną niesprawiedliwość. Po drugie – istnienie ulgi i większa liczba pacjentów odwiedzających prywatne przychodnie pozwoliłyby na rozwój tych ostatnich. Spowodowałoby to nie tylko rozwój prywatnej przedsiębiorczości, ale dałoby również szansę najlepszym lekarzom na godziwe zarobki bez konieczności strajkowania czy emigracji. Po trzecie – zmniejszenie szarej strefy należy ogólnie oceniać pozytywnie, chociaż przy obecnym poziomie podatków i kosztów pracy podejrzewam, że wielu ludzi straciłoby zatrudnienie i źródło utrzymania, gdyby uległa ona likwidacji… Po czwarte – porównanie standardów leczenia w państwowych i prywatnych placówkach połączone ze świadomością podwójnego płacenia za to samo, mogłoby spowodować większe naciski podatników na działania na rzecz prywatyzacji służby zdrowia. Tak naprawdę jako zwolennik wolnego rynku najbardziej liczę na ten ostatni punkt. Zmiana pewnego sposobu myślenia, oderwanie się od schematów wpajanych nam nieustannie przez socjalistów i dostrzeżenie pewnych podstawowych prawd to pewnego rodzaju „praca u podstaw” dostarczająca wyborców partiom promującym wolny rynek.

Tym bardziej więc zaszokowała mnie informacja o pomyśle przeprowadzenia referendum odnośnie prywatyzacji służby zdrowia. Zgodnie z wypowiedzią premiera rząd nie jest w stanie spełnić wymagań płacowych lekarzy, zatem aby nie stwarzać systemu, który nie może dobrze funkcjonować, rozważana jest decyzja o prywatyzacji. Ewentualne referendum może być zarządzone przez prezydenta po akceptacji przez Senat. Przyznam, że nie spodziewałem się takiej propozycji zgłoszonej przez PiS, której program oceniam jako centrolewicowy. Oczywiście – do referendum jeszcze daleka droga, ponadto nie sądzę, żeby polskie społeczeństwo zaakceptowało fakt prywatyzacji służby zdrowia, jednak przy takiej okazji na pewno powstałaby szansa, aby przedstawić argumenty – zarówno te przeciw istnieniu państwowych placówek medycznych jak i popierające wolny rynek.

Nie wiem czy Państwo zauważyli – ale po dyskusji o celowości istnienia ZUS rozpoczętej przez słynną wypowiedź pana Gwiazdowskiego i kontynuowaną choćby na stronach www.zlikwidujzus.com, zaczyna się dyskusja na temat celowości istnienia państwowej służby zdrowia. Te dwa tematy, obok oświaty, stanowią zaś branże, które według UPR w pierwszej kolejności powinny zostać całkowicie sprywatyzowane. Mam przeczucie, że zaczynamy łapać wiatr w żagle i w 2009 roku UPR znowu stanie się partią mającą przedstawicieli w parlamencie.

Autor jest Prezesem Okręgu Mazowieckiego UPR
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?