Nawigacja
 
O zadłużeniu budżetu państwa słów kilka

Zadłużenie budżetu państwa wynosi obecnie ponad 500 miliardów złotych i rośnie dalej w zastraszającym tempie – ta prawda znana jest każdemu, kto interesuje się choćby w minimalnym stopniu finansami publicznymi. To, że wspomniane zadłużenie powstało nie za czasów Gierka, tylko - w ogromnej większości – na skutek działań rządów miłościwie nam panujących w ciągu ostatniego dziesięciolecia, również jest faktem powszechnie wiadomym. Dzisiaj jednak chciałem napisać kilka słów na temat, który jest nieco mniej znany – przede wszystkim z jednego prostego powodu: po prostu się o tym zbyt szeroko nie dyskutuje.

Temat dotyczy wysokości przyszłych zobowiązań budżetu, które przełożą się na zadłużenie w ciągu najbliższych (jak również tych nieco dalszych) lat. Oprócz widocznego zadłużenia budżet ma bowiem również ukryte zobowiązania – głównie wobec przyszłych emerytów. Dokładna kwota jest niemożliwa do obliczenia, jednak szacuje się, że łączna wysokość obecnych i przyszłych zobowiązań sięga obecnie astronomicznej sumy 2,2 – 3 bilionów złotych. Sprawia to, że spłata zadłużenia obarczy nie tylko te pokolenia, za czasów których zostało ono zaciągnięte, lecz - według stanu na dzień dzisiejszy – również dwa następne.

Jak zatem doszło do takiej sytuacji? Odpowiedzią może być porównanie systemu zaciągania zobowiązań osób prywatnych lub firm w komercyjnych bankach z modelem charakterystycznym dla zadłużenia publicznego.

Jeśli zdecyduję się wziąć kredyt w banku, to decyzja o przyznaniu mi środków podjęta jest na podstawie kryteriów rynkowych. Bank analizuje wysokość kwoty, o którą się ubiegam badając moją sytuację finansową, oceniając proponowane zabezpieczenia itd. Istnieje więc maksymalny pułap kredytu, którego nie jestem w stanie przekroczyć.

Po drugie – kredyt jest zabezpieczony posiadanymi przeze mnie aktywami, więc w przypadku gdybym przestał go spłacać, bank ma możliwość odzyskania swoich należności. Stosunkowo rzadkie przypadki, kiedy zobowiązania przewyższą wartość aktywów, wliczone są w ryzyko prowadzenia działalności bankowej.

Po trzecie – w przypadku, gdybym nagle rozstał się z tym światem, moje zadłużenie nie przechodzi na następne pokolenia. Moi spadkobiercy będą mieli możliwość przyjąć spadek, czyli wszystkie aktywa wraz z zobowiązaniami (co niechybnie uczynią, gdy aktywa przewyższą wartość zobowiązań) albo go odrzucić (kiedy wysokość zobowiązań będzie wyższa niż wartość majątku).

Tym samym więc - w komercyjne kredyty wbudowanych jest kilka mechanizmów chroniących przed powstawaniem nadmiernego zadłużenia oraz przenoszeniem zobowiązań na przyszłe pokolenia. Sprawia to, że układ kredytobiorca – kredytodawca oparty jest na zdrowych rynkowych zasadach, a wpadnięcie w spiralę zadłużenia zdarza się stosunkowo rzadko.

Podobnego hamulca nie ma niestety w przypadku zaciągania zobowiązań przez budżet państwa. Emitowane obligacje zabezpieczone są jedynie „słowem honoru”, w skrajnej zaś sytuacji państwo teoretycznie może przestać spłacać zadłużenie – ustawa stanowiąca, że dane emisje obligacji nie będą wykupywane, będzie powszechnie obowiązującym prawem… Sytuacja, w której kredytobiorca jest równocześnie prawodawcą sprawia ponadto, że nie ma (i nie może być) górnego pułapu wysokości zadłużenia. Tak wiem – istnieje zapis w Konstytucji ustalający maksymalny poziom zobowiązań na 60% PKB, ale wystarczy grupa 307 posłów, żeby ten limit przestał obowiązywać… Poza tym pułap ten obejmuje JUŻ ISTNIEJĄCE zadłużenie, tak więc z bieżącą emisją obligacji nie można przesadzać, ale zaciągać zobowiązania, które wygenerują koszty w przyszłości – to już jak najbardziej, zwłaszcza jeśli okres spłat przypadnie na rządy partii-innych-niż-moja.

Sytuacja opisana powyżej sprawia, że rządzące partie mają tendencję do kierowania się doraźnymi politycznymi interesami, nie zaś – troską o przyszłość obecnego i następnych pokoleń. Tak też zresztą robią, kierując się maksymą „ po nas choćby potop”.

Według obliczeń ekspertów wysokość zaciągniętych zobowiązań (tych już odzwierciedlonych w oficjalnym zadłużeniu budżetu, jak i tych przyszłych) jest na tyle wysoka, że w chwili obecnej na każdego obywatela (niezależnie od wieku) przypada kwota 58 tysięcy złotych. Policzcie Państwo w ciągu jakiego okresu czasu bylibyście w stanie spłacić to ciążące na Was zadłużenie…

Dlatego też, aby wrócić do normalności (a wbrew słynnemu cytatowi Bogdana Smolenia normą nie jest wcale ogół, tylko właśnie ten margines – znikomy odsetek ludzi myślących), konieczny jest konstytucyjny zapis o zakazie jakiegokolwiek deficytu budżetowego. Żeby zaś ustrzec się przed zakusami zorganizowanej grupy 307 posłów należy dodać dodatkowy artykuł – mówiący o tym, że zapis o zakazie deficytu może być zniesiony wyłącznie większością 99,9%...

Autor jest Prezesem Okręgu Mazowieckiego UPR
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?