Nawigacja
 
O dyskryminacji ze względu na płeć

W ostatnim tygodniu „Gazeta Wyborcza” zamieściła historię pewnego studenta prawa, który pozwał do sądu kilku przedsiębiorców za umieszczanie ogłoszeń o pracę, w których treści była informacja o chęci zatrudnienia kobiet. Student poczuł się dyskryminowany ze względu na płeć i postanowił pozwać pracodawców o odszkodowanie w wysokości miesięcznej minimalnej pensji. Miesiąc temu pierwsza sprawa zakończyła się wygraną studenta, który zachęcony takim obrotem sprawy – nie wykluczył składania podobnych pozwów w przyszłości.

Powyższy artykuł przeczytałem z mieszanymi uczuciami. Jeśli pomysł sądzenia się z pracodawcami miał na celu promocję własnego nazwiska i np. ułatwienie sobie zdobycia pracy w renomowanej kancelarii prawnej (co jest bardzo prawdopodobną wersją z uwagi na nagłośnienie sprawy w mediach), to chylę czoła przed pomysłowością autora. Jeśli był to sposób na powiększenie skromnego studenckiego budżetu, to odczuwam pewien niesmak spowodowany sposobem poszukiwania środków finansowych. Jeżeli zaś student poczuł się faktycznie dyskryminowany i był to bezpośredni powód złożenia sprawy w sądzie, to po prostu ręce mi opadły.

Zdaję sobie sprawę, że słowo „dyskryminacja” ma negatywne konotacje, jednak mamy tendencję do nadużywania tego terminu w sytuacjach, które z prawdziwą dyskryminacją nie mają nic wspólnego. Poza tym dyskryminacja jest nieodłącznym elementem rzeczywistości - na każdym kroku jesteśmy dyskryminowani, czasami zaś – niesłusznie wyróżniani. Jeżeli pójdę na bazar i kupię szczypiorek u pani Zuzii, tym samym zdyskryminowałem panią Krysię z sąsiedniej budki. Ale jednak pani Krysia z tego powodu nie będzie mnie ciągać po sądach uznając fakt, że jako konsument mam prawo dokonywać zakupów tam gdzie chcę – nawet jeśli jej szczypiorek był tańszy lub ładniejszy od tego, który kupiłem u pani Zuzii. Co więcej – mogłem dokonać zakupów u pani Krysii tylko dlatego, że np. jest bardziej atrakcyjna wizualnie – ale dalej nie daje to podstaw pani Zuzii do domagania się ode mnie odszkodowania z tego tytułu. I tak właśnie być powinno – każdy ma prawo dokonywać pewnych wyborów przy użyciu swoich własnych kryteriów, nawet jeśli byłoby to z obiektywnego punktu widzenia nieracjonalne lub krzywdzące! To nie jest dyskryminacja – to po prostu jest wybór konsumenta dokonywany na podstawie własnych subiektywnych kryteriów.

Podobnie pracodawca nie powinien ponosić żadnej kary za to, że w ogłoszeniu o pracę sprecyzuje swoje wymagania odnośnie potencjalnego pracownika. Nie jest to dyskryminacja – po prostu chęć zatrudnienia wyłącznie kobiety/mężczyzny oznacza, że osoba danej płci lepiej wpisuje się w ogólną koncepcję pracodawcy odnośnie danego stanowiska pracy. Przykładowo istnieją sieci restauracji, które zatrudniają jako kelnerów wyłącznie mężczyzn, ale są też takie, które zatrudniają wyłącznie kobiety – jest to realizacja strategii marketingowej firmy. Każdy przedsiębiorca powinien mieć prawo do wdrażania własnej wizji rozwoju przedsiębiorstwa – ryzyko związane z inwestowaniem własnych środków musi iść w parze z przywilejem podejmowania decyzji. Taka pseudodyskryminacja na szczeblu jednej firmy ulega zresztą zrównoważeniu w skali makro, więc niespecjalnie jest sens ten problem roztrząsać.

Tak więc - jeśli pracodawca szczerze formułuje informację kogo chce zatrudnić, to nie należy go za to potępiać. Wręcz przeciwnie – pozwala to potencjalnym pracownikom zaoszczędzić czasu i pieniędzy na wysyłanie podań do firm, które w ostatecznym rozrachunku ich nie zatrudnią. Osoby wysyłające cv i tak nie będą znały faktycznej przyczyny odmowy – jeśli pracodawca poszukuje wyłącznie kobiet/mężczyzn, to cel swój zrealizuje. Dlaczego więc umieszczanie takiej informacji w ogłoszeniach o pracę nazywane jest dyskryminacją? Czemu ma to być gorsze niż niezamieszczenie takiej informacji z jednoczesnym wyrzuceniem do kosza podań o pracę wysłanych przez osoby „niewłaściwej” płci? Przecież dyskryminacja (jeśli już tak to musimy nazywać) nie pojawia się w momencie, w którym napiszę w ogłoszeniu kogo szukam, tylko w momencie kiedy odrzucam kandydatury z uwagi na płeć.

Tak naprawdę więc - aby faktycznie zwalczyć ową pseudodyskryminację musielibyśmy analizować nie treści ogłoszeń, ale procesy decyzyjne podejmowane przez przedsiębiorców. Ale czy jednak naprawdę chcemy dojść do modelu istniejącego w USA, gdzie biada pracodawcy, który nie zatrudni niepełnosprawnego homoseksualisty pochodzenia afroamerykańskiego?

Autor jest Prezesem Okręgu Mazowieckiego UPR
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 100% [1 głos]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [0 głosów]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]