Nawigacja
 
Gwarancje zatrudnienia

Nie jest łatwo obiecywać coś trudnego do zrobienia i słowa dotrzymać. Natomiast zdecydowanie łatwiej jest obiecać, że to trudne zadanie wykona ktoś inny. Prawda ta znana jest politykom rządzących partii, stąd tez prześciganie się w obiecankach obciążających budżet państwa za kilka-kilkanaście lat.

Niech się martwią ci, co będą wtedy rządzić – a póki co to my się wykreujemy na dobrych wujków i zarobimy kilka punktów więcej w najbliższych wyborach. Za kilka lat społeczeństwo będzie miało pretensję do rządzących, że mają problemy z wywiązaniem się z obietnic, nikt zaś nie będzie analizował, że to my zobowiązaliśmy się do rzeczy – delikatnie rzecz ujmując – nie najmądrzejszych.

Kadencyjność władzy oznacza bowiem skrajną nieodpowiedzialność i uprawianie tzw. polityki (w negatywnym znaczeniu) zamiast troski o naród i przyszłość kraju. Cecha ta jest charakterystyczna zwłaszcza dla demokracji, w którym to ustroju zmiany u steru władzy dokonywane są stosunkowo często, tak więc przykre skutki własnych obietnic można przerzucać na kolejne rządzące ekipy. Dodatkowo stwarza to szanse na przyłączenie się za kilka lat do głosów krytyki ze strony społeczeństwa mającego pretensje, że aktualna władza ma problemy z realizacją naszych własnych obietnic…

Jak Państwo uważają - dlaczego PiS wprowadził niższe stawki PIT akurat od 2009 roku? Odpowiadam: po pierwsze – wywiązał się dzięki temu z obietnic wyborczych (zmiany są już zapisane w ustawie), po drugie – w 2009 roku przypadają planowo wybory, a jeszcze się od 1989 roku nie zdarzyło, żeby partia rządząca wygrała wybory do parlamentu… Tak więc walka z budżetem spadnie na barki następców, którzy w obliczu większych wydatków budżetowych (EURO 2012…) być może będą musieli się ratować podnoszeniem podatków. A wtedy będzie można wytknąć ich palcem i odpowiednio skomentować ich niecny czyn przypominając równocześnie o własnych dokonaniach w postaci zmniejszenia obciążeń daninami publicznymi. Wtedy wybory w 2013 roku maja szansę się zakończyć zwycięsko… Totalna obłuda czy po prostu zwyczajna polityka?

Po tym przydługim nieco wstępie chciałbym przejść do zdarzeń, które bezpośrednio sprowokowały powyższe przemyślenia. Chodzi o dwie – niemalże bliźniacze kwestie:

Po pierwsze - około 70 tysięcy pracowników w branży energetycznej uzyskało gwarancje zatrudnienia do 2018 roku. Rząd po raz kolejny ugiął się pod presją związków zawodowych i podpisał „umowę społeczną” w wyniku której podatnicy zobowiązani są utrzymywać pracowników energetyki przez najbliższe 10 lat. W przypadku zwolnienia przed tym terminem, pracownik ma otrzymać odszkodowanie w wysokości równej pensji, które by otrzymywał przez czas pozostały do końca okresu gwarancji. A kto za to wszystko zapłaci? Jak w cytacie ze znanego filmu: „Pan płaci. I pani płaci”. Czyli MY – podatnicy.

Jeśli komuś już w tej chwili nóż się w kieszeni otwiera, to niech jeszcze chwilę poczeka. Bądź co bądź – pracownicy energetyki (nawet z gwarancjami zatrudnienia) będą wykonywali jakąś pracę, która wniesie wartość dodaną do gospodarki. Co prawda gwarancja pracy przez 10 lat wpłynie rozleniwiająco na pracowników (jeśli mieliby Państwo do wyboru pracować przez pewien okres za daną pensję albo zostać zwolnionym i dostać odszkodowanie w wysokości wszystkich pensji pozostałych do końca tego okresu, to co by Państwo wybrali?) i spowoduje zawyżone ceny za prąd, ale jednak nie będzie miała negatywnego wydźwięku płacenia komuś za nic-nie-robienie jak w przypadku zasiłków dla bezrobotnych.

Inaczej jest z pracownikami Straży Granicznej - 8 tysięcy pograniczników od 1 stycznia będzie bowiem stało na straży otwartych granic. Nie mając żadnych obowiązków, zachowają prawo do wynagrodzenia i inne przywileje pracownicze ku uciesze związków zawodowych. Nie zostaną przeniesieni na wschodnią granicę ani wcieleni do policji, gdzie brakuje pracowników. Jest to precedens w skali europejskiej. Pogranicznikom obiecał to pan Ryszard Kalisz mówiąc, że nie ucierpią oni na wejściu Polski do Schengen. Wzruszające, prawda? Ale kto za to zapłaci?

Czy za te kilka lat będziemy pamiętać komu zawdzięczamy wysokie podatki finansujące te wspaniałe dobrodziejstwa dla wspomnianych grup zawodowych? Pamięć ludzka jest niestety zawodna. Gdyby ludzie potrafili kojarzyć fakty odległe w czasie, wtedy partie rządzące wiedziałyby, że podpisanie umów z energetykami i pogranicznikami oznaczałoby dodatkowe 78 tysięcy głosów bezpośrednio zainteresowanych, ale równocześnie utratę zdecydowanie większej ilości wyborców, którzy poznali się na socjotechnicznej sztuczce. Skoro więc obie te umowy zostały podpisane, to nienajlepiej to świadczy o ocenie intelektu wyborców przez partie rządzące. I tak to zazwyczaj bywa w demokracji – partie uprawiające wspomnianą politykę w negatywnym znaczeniu traktują swój elektorat jak stado przysłowiowych baranów. Czy chcecie się Państwo do nich zaliczać?

Autor jest Prezesem Okręgu Mazowieckiego UPR
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 0% [0 głosów]
Bardzo dobre Bardzo dobre 100% [1 głos]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]