Albo rybki, albo akwarium.
Do końca stycznia nowy rząd musi zadecydować, jak rozdzielić między przedsiębiorstwa zezwolenia na emisję CO2 do atmosfery. Albo zabraknie stali i cementu na stadiony i domy, albo radykalnie wzrosną ceny prądu.

Ilość dopuszczalnej emisji CO2 wyliczyła nam Bruksela w sobie tylko znany sposób. W każdym razie limity emisji przyhamują gospodarkę i zapobiegną zbyt łatwej organizacji Euro 2012. Albo wzrośnie cena prądu, w związku z tym większości towarów i to również spowoduje spowolnienie rozwoju kraju (spadnie konkurencyjność przedsiębiorstw).

Po co więc te limity? Czyżbyśmy znów walczyli z problemem niespotykanym w normalnym ustroju? Okazuje się, że tak. Otóż:

- Zgodnie z ONZ-owskim protokołem z Kioto Polska ma wciąż nadwyżkę 150 mln ton CO2, którą może sprzedać. Nie na rynku europejskim, ale na świecie.

Rozumiecie to? Bo ja nie bardzo... Polska emituje za mało CO2 według jednych, światowych rachub, ale Bruksela swoje wie - nasz przemysł jest zbyt aktywny. Czyżby UE opierając się na nieudowodnionej teorii o odpowiedzialności przemysłu za ocieplenie klimatu chciała Polsce ograniczyć rozwój? Z jakiego powodu?

Całość komentowanego artykułu na gazeta.pl
 
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?