.... a moze jednak ZUS czasami się na coś przydaje?...
Minęło kilka miesięcy i znów stanąłem na granicy Hondurasu.
Bez wizy. Władze tego kraju najwyraźniej uparły się widzieć we mnie
wroga. Ponadto całkowicie zignorowały fakt, że na moim nowym
paszporcie nie było już słówka „Ludowa" a orzeł odzyskał koronę.
Byłem prosić ich ambasadę w Paryżu – nic. Perswadowałem w
Wiedniu – nic. W Waszyngtonie – nic. Zeźlony tym biurokratycznym
bezsensem postanowiłem z nich zadrwić. Okpić dziadów, tak jak jeszcze
ich przedtem nie okpił nikt.
Posłuchajcie ...

Pojechałem na to samo przejście graniczne, co za pierwszym
razem. Sceneria bez zmian; błoto, zardzewiały łańcuch w poprzek drogi
i przechylona budka strażnicza. Tylko resztki flag narodowych
Gwatemali i Hondurasu zmieniły się w resztki resztek.
Podałem żołnierzowi dokumenty. A konkretnie ─ przywiezioną z
Polski specjalnie na tę okazję – książeczkę zdrowia.
( Wyglądała zupełnie jak paszport; twarde okładki z wytłoczonym
napisem, w środku moje zdjęcie, pieczęć ZUS-u, seria, numer, dane
osobowe i 32 strony pokryte rubrykami.)
Honduraski wojskowy zastukał palcem w napis „Legitymacja
Ubezpieczeniowa" i zapytał;
─ Co to za kraj ?
─ Republica de Ubezpieczalnia – odpowiadam bez chwili wahania a on
wyciąga spod stołu grubą księgę w tekturowej oprawie.
Na pierwszych stronach był, znany mi już, spis państw świata.
Wojskowy palec, tak jak poprzednio, zaczął wolno sunąć w dół listy.
Mężczyzna mamrotał kolejne nazwy. Mozolnie, jakby je lepił w ustach
pełnych gęsiego kitu. Miałem więc mnóstwo czasu, by się do syta
nacieszyć zemstą.
Kiedy wreszcie dojechał do końca listy, stwierdził z niepokojem,
że Ubezpieczalnia na niej nie figuruje. W suplemencie; „Kraje wrogie
─ komunistyczne i terrorystyczne" też jej nie było.
- Czy to państwo występuje może pod jakąś inna nazwą ? – zapytał
wreszcie.
- Czasami, ale rzadko. Ubezpieczalnia to Ubezpieczalnia – bawiłem
się setnie. – Ale niech pan może sprawdzi jeszcze pod Suomi.
Oczywiście wkrótce znalazł to słowo w przypisach, jako
wariantywną nazwę Finlandii. Wtedy już bez wahania wbił mi do
książeczki zdrowia odpowiedni stempelek.
─ Witamy w Hondurasie, gringo.

Przekroczenie granicy na książeczkę zdrowia uważam za swoisty rekord
świata –
Godny Księgi rekordów Guinessa. W każdym razie jest to mój największy
osobisty wyczyn w kategorii pokonywania barier biurokratycznych

 
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?