Unioniści od maleńkości
Różni publicyści wiele razy mówili o tym, jak to obecnie młodzież jest indoktrynowana w "jedynie słusznym" kierunku (choćby JKM wspominał o tym wielokrotnie), wskazując jednocześnie możliwość takiej masowej indoktrynacji jako jeden z powodów, dla których utrzymywany jest system państowej i przymusowej edukacji. Minęło trochę czasu i teraz możemy zaobserwować, do jakiego stopnia jest to posunięte. Z pomocą przychodzi nam nieoceniona Gazeta Wyborcza, której w tym wypadku chyba można wierzyć. Poniżej fragment artykułu O czym zapomniał wół? Wąs i Sterlingow wracają do szkoły:

Dostajemy artykuł z gazety o Unii Europejskiej. Mamy w grupach znaleźć plusy i minusy naszego wstąpienia do UE. Dzieciaki radzą sobie lepiej od Wąsa. Gdy zdesperowany proponuje, by do minusów wpisać "zagrożenie dla tożsamości narodowej", Weronika z przedniej ławki patrzy na niego jak na wariata.

- Może lepiej napiszmy o ograniczeniach połowów dla rybaków - sugeruje.

Wąs tłumaczy pospiesznie, że z tym zagrożeniem dla tożsamości to miała być prowokacja. Ale Weronika nie widzi tu pola do żartów. Nasuwa się ryzykowna refleksja: w naszych czasach nikt by się nie ośmielił żartować sobie z Kościoła, a teraz to Unia jest dla dzieci absolutem. Powtarzają: nasza szkoła jest za Unią, klasa jest za Unią, wszyscy jesteśmy za. Unia to nowe drogi, postęp techniczny, bogate społeczeństwa, bezpieczny świat. No, niby dobrze, zgadzamy się, ale czegoś żal... Kiedy my mieliśmy 15 lat, interesować się polityką znaczyło być na nie.


Piękne efekty, pozadrościć...
 
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?